dlaczego.org.pl  
Forum dlaczego.org.pl  >> STRATA DZIECKA
You are not logged in       

Historia mojego Jasia - 28.11.2017Hits: 1822
Mama.Jasia  
12-01-2018 22:25
[     ]
     
Zaledwie 1,5 miesiąca temu usłyszałam "bardzo mi przykro, ale niestety ma pani rację..."
To był 30 tc. Środa wieczór, Tatuś przykłada do brzucha ciepłą dłoń, a Jasio ładuje kopniaki jeden za drugim, ale pozwala mamie zasnąć. W czwartek oczekujemy na gości, więc trochę sprzątania, w piątek spędzamy aktywnie dzień z naszymi gośćmi, a w sobotę coś za cicho w brzuchu...wypijam szklankę zimnej wody i już jest ok - czuję ruchy. W niedzielę jestem lekko zaniepokojona, mąż przykłada ucho do brzucha i mówi, że słyszy ruchy...jednak oboje stwierdzamy, że dla spokoju pojadę w poniedziałek do swojego lekarza.
Jest poniedziałek 27.11.2017r. Pakuję się w auto i jadę do lekarza. Okazuje się, że on jednak przedłużył sobie urlop i go nie będzie. Dzwonię do męża i pytam co robić. Zadzwoniłam jeszcze do położnej, mówię w czym rzecz i każe jechać do szpitala. Pędem lecę jeszcze do domu po kilka najpotrzebniejszych rzeczy, bo położna zapowiedziała, że na pewno będą chcieli mnie zatrzymać na kilka dni jak już mnie przyjmą na oddział. Mąż jeszcze w pracy. Jadę na Izbę Przyjęć, mówię do kobiety, że nie czuję ruchów i że w sumie to sama nie wiem, bo to moja pierwsza ciąża. Każą mi się przebrać w piżamę i prowadzą od razu na badanie tętna. Jest, słyszę je! Po czym jednak zdaję sobie sprawę, że to co słyszę to moje tętno...Pielęgniarka z przerażeniem w oczach mówi "wie Pani, że bardzo chciałabym wyczuć to tętno...". Idziemy na usg i tam słyszę "bardzo mi przykro, ale niestety ma pani rację...nie ma ruchów". Moje serce pękło na miliard kawałków...Proszę lekarza, żeby sprawdził kilka razy i widzę tą prostą linię braku akcji serca...Zabrali mnie na salę. Nie wiem do końca co się dzieje, bo od razu podali mi tabletkę na uspokojenie. Mówią coś o wywołaniu porodu, o tym, że najlepiej urodzić naturalnie i że mogę dziecko pochować...Nic do mnie nie dociera. Do męża zadzwonić nie mogę, bo jest kierowcą ciężarówki i przecież nie powiem mu przez telefon. W głowie milion myśli, dzwonię do mamy. "Mamo, Jasio nie żyje". Płacz. Piszę do męża kiedy będzie. W końcu wchodzi na salę, a ja nie wiem jak mu powiedzieć, co mu powiedzieć. Przytulam Go mocno i mówię "Kochanie, serduszko naszego Jasia przestało bić". A później już nic nie pamiętam.
Od rana dostaję tabletki na wywołanie porodu. Przez cały dzień mąż jest przy mnie. Nic się nie dzieje. Dostaję prawie 40 stopniowej gorączki. Nie pozwalają jeść. Podają milion leków. Wieczorem mąż jedzie do domu wyprowadzić psa, a mi przestają podawać na noc leki. Czuję skurcz. Jeden, za chwilę drugi i kolejny. Wchodzi położna, rzucam tylko, że się zaczęło, a ona mi na to, że to mój pierwszy poród i żebym sobie nie myślała, że tak szybko urodzę. Zostawia mnie. Wysyłam smsa do męża, żeby przyjeżdżał. Skurcze są co kilka sekund, chodzę po ścianach. Wpada mąż, a ja z bólu zwijam się na łóżku. Dzwonimy po położną, ale nikt nie przychodzi. Mąż lata po korytarzu i szuka kogokolwiek. Znalazł. Idzie położna i w chwili gdy wchodzi na salę, ja czuję parcie. Ląduję na porodówce i słyszę "zaraz pani urodzi". Błagam o znieczulenie, nie mogę się ruszyć, nie mam siły, ale położna rzuca tylko "tak boli poród". Kilka minut i Jaś jest na świecie. Cisza... nie słychać nic, tylko czy chcę go potrzymać. Nie chcę. Nie chciałam też, żeby mąż był przy mnie. Został za drzwiami. Płaczę i odwracam wzrok. Jestem zła na Jasia. Po kilku godzinach jestem zła na siebie, że byłam zła na Niego. Mam ochotę go zobaczyć, przytulić, ale jest już za późno...W piątek wychodzę ze szpitala. Sama, z mężem. To boli. W sobotę jest pogrzeb Jasia. Jesteśmy my, moja mama, teściowa i Jego chrzestni. Myślałam, że zemdleję. Było okropnie ciężko,ale mąż powiedział, że muszę być silna dla Jasia i byłam... Brakuje mi Go. Za miesiąc miał się urodzić. 


  Subject Author Date
*  Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 12-01-2018 22:25
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 ma.ta 12-01-2018 23:40
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 atusia13 15-01-2018 15:52
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Alicja74 15-01-2018 22:26
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 mamazet 17-01-2018 21:19
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 18-01-2018 12:16
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Wera 19-01-2018 23:01
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mamusia Pawełka 26-01-2018 18:00
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Agni 31-01-2018 11:54
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Agni 31-01-2018 11:56
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 hyziek 15-02-2018 23:38
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 28-03-2018 19:37
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 28-06-2018 20:49
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Ania2310 29-06-2018 09:21
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 atusia13 30-06-2018 11:16
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 02-07-2018 17:35
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 atusia13 02-07-2018 19:29
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 02-07-2018 22:39
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Marta2222 03-07-2018 09:37
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 27-07-2018 11:58
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 basieneczka13 27-07-2018 14:17
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Ania2310 27-07-2018 14:45
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 basieneczka13 27-07-2018 17:34
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 29-07-2018 09:34
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 basieneczka13 29-07-2018 12:03
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Ania2310 29-07-2018 13:01
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 29-07-2018 13:04
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Ania2310 29-07-2018 13:11
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 Mama.Jasia 10-08-2018 08:21
  Re: Historia mojego Jasia - 28.11.2017 basieneczka13 12-08-2018 18:32
::   w górę   ::
Jump to :
Forum tworzone przez W-Agora