Pierwsze dwie ciąże i porody poszły gładko. Bóg dał nam dwóch wspaniałych synków. Potem trzecia ciąża i plamienia od początku. Walka o Maluszka... Leki i towarzyszący temu lęk. Niestety... w 12 tyg ciąży zrobiłam USG i zobaczyłam jak mały Misio bezładnie obijał się o ścianki macicy. Rozpacz i ból! Wyłam jak bóbr, mąż starał się być dzielny, ale widać było jego wielkie cierpienie. Zabieg w szpitalu i okrutne słowa pielęgniarki gdy spytałam o płeć: "to była tylko miazga". Myślałam, że skoczę jej do gardła, ale byłam zbyt słaba by nawet się odezwać. Serce do dziś mi się ściska gdy pomyślę co zrobili z tym małym ciałkiem. Nie ma grobu... Potem pojawiła się choroba, po której miałam być bezpłodna... Wielki żal i rozgoryczenie, myśli o adopcji, leczenie... Mam jednak cudowną ginekolog, która szaleje na punkcie dzieci i ma niesamowitą intuicję. Wyleczyła mnie z endometriozy!

I znów olbrzymi dar od Pana Boga: Dzidziuś. Radość wielka przeplatana z lękiem. Ciąża nie była lekka, ale szczęśliwie przyszedł na świat nasz trzeci synek. Po półtora roku doczekaliśmy się córeczki - ciąża i poród były niezwykle sielankowe. Teraz oczekujemy kolejnego Dzieciątka.

Dziś wiem, że tamta strata bardzo nas umocniła, nie zwątpiliśmy w piękno Bożego planu! Dla naszej rodziny tamten Dzidziuś to mały Święty, który wciąż z nami żyje, tylko w innym wymiarze. O którym często mówimy, dzięki któremu prowadziliśmy z dziećmi wiele rozmów o Bożych planach, o śmierci i o życiu. Dziś widzę, że tamten czas to wielkie błogosławieństwo dla naszej rodziny, dla naszego małżeństwa. :-)

Niech te kilka słów będą SŁOWAMI NADZIEI dla wszystkich mam i tatusiów. 

Mama:
trzech synków (2001, 2003, 2006),
rocznej córci (2007)
Maleństwa pod sercem
Dzieciątka, które 1.III.2004 zostało Świętym. (12 t.c.)