Czy moje dziecko jest w niebie?

Podjeżdżam pod Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. Widzę rodziców tulących swoje dzieci, które przywieźli do szpitala. Zmartwione twarze, niepokój... Jedni idą na rutynowe badania, inni spieszą na ostry dyżur. Przy wejściu pytam o kaplicę szpitalną.

Czy moje dziecko jest w niebie?

Podjeżdżam pod Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. Widzę rodziców tulących swoje dzieci, które przywieźli do szpitala. Zmartwione twarze, niepokój... Jedni idą na rutynowe badania, inni spieszą na ostry dyżur. Przy wejściu pytam o kaplicę szpitalną. Obok kaplicy znajduje się kapelania. Tutaj na całodobowym dyżurze czuwa ks. dr Lucjan Szczepaniak SCJ. Nie tylko kapłan, także lekarz

Agnieszka Konik-Korn: – Pracuje Ksiądz w szpitalu specjalizującym się w leczeniu najmłodszych. Na czym polega posługa kapłana w szpitalu?

Ks. Dr Lucjan Szczepaniak SCJ: – Dawniej, gdy nie było stowarzyszeń ani fundacji organizujących pomoc i wolontariat w szpitalach, posługa kapelana szpitalnego była znacznie szersza, skupiała się na wielu różnych aspektach. Obecnie w szpitalach działa wiele organizacji, które troszczą się o wszelakie potrzeby chorych dzieci. Dlatego dziś, gdy dziecko trafia do szpitala, zadaniem księdza jest przede wszystkim zainteresowanie się jego życiem religijnym i jego potrzebami duchowymi.
Najważniejsze jest jednak głoszenie Słowa Bożego, podczas Mszy św. i indywidualnie, w rozmowie z chorym dzieckiem i jego rodzicami. Głoszenie Ewangelii ważniejsze jest jednak na płaszczyźnie niewerbalnej – przykładem własnego życia i postawą wobec trudnych sytuacji. Rodzice, a tym bardziej dzieci zauważą, czy ksiądz się modli, jak się zachowuje, jak reaguje na różne sytuacje. Rola księdza w szpitalu może wydać się banalna, ale jest bardzo trudna. Dawać Jezusa, nie zasłaniać Go, nie zastępować rodziców. Ksiądz ma wierzyć w Pana Boga, być przeźroczystym, a przede wszystkim – być. Być zawsze do dyspozycji.

– Z kim pracuje się trudniej – z chorym dzieckiem czy z jego rodzicami?

– Zdecydowanie z rodzicami. Prof. Maciej Leon Jakubowski, nestor polskiej pediatrii, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, mówił, że gdy choruje dziecko, chorują także rodzice. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. I dziś to właśnie rodzice potrzebują największej pomocy. Wspieranie rodziców to najlepsza droga pomocy dziecku. Do szpitala trafiają nieraz dzieci, którym pod względem materialnym niczego nie brakuje. Rodzice, przyzwyczajeni do tego, że wszystko można kupić, nagle zostają postawieni przed problemem nie do przeskoczenia, nie do „załatwienia”. Tu zaczyna się dramat. Zderzenie z nieoczekiwanym cierpieniem powoduje wstrząs, z którym nie wszyscy potrafią sobie poradzić.
Praca z rodzicami dziecka nieuleczalnie chorego jest bardzo trudna. Nic tu nie jest czarne albo białe. Sposób postępowania wciąż się zmienia, musi być dostosowany do współczesnych zagrożeń. Są nimi m.in. środki masowego przekazu, które oddziałują i na rodziców, i na dzieci. W pewnym momencie okazuje się, że w sytuacjach życiowych dorośli nie potrafią dokonać właściwej oceny, co jest dobre, a co złe. Gubią się w tym, bo poddawani są przez media różnym, nieraz sprzecznym sugestiom. Choroba czy cierpienie to sytuacje nieprzewidywalne, bez scenariusza.

– Dlaczego środki masowego oddziaływania mogą stanowić zagrożenie?

– Współcześnie śmierć krzyczy do nas zewsząd: z telewizji, internetu, gazet, gier komputerowych. Kard. Joseph Ratzinger powiedział, że dzisiaj z jednej strony śmierć stanowi temat tabu, a z drugiej – jest pożądaną sensacją. W ogólnodostępnych portalach internetowych można znaleźć zdjęcia z wypadków, operacji, egzekucji (!). Każdy ma do tego dostęp. Kiedy jednak śmierć dotyka nas bezpośrednio, kiedy umiera ktoś bliski, nie potrafimy sobie z tym poradzić, nawet ci, którzy na co dzień pracują w szpitalach i widują umierających. Nikt nas nie uczy, jak zachować się wobec śmierci. Ona jest zawsze zaskoczeniem. Tym większym, gdy przychodzi nagle, bez ostrzeżenia.

– Jak wygląda praca z rodzicami dzieci, które są nieuleczalnie chore?

– Praca z rodzicami dzieci terminalnie chorych to umiejętność pokierowania zachowaniem rodziców, pełna i odpowiedzialna informacja. To także umiejętność porozumiewania się między rodziną chorego dziecka, personelem medycznym i księdzem. Człowiek jest delikatną jednością psychofizyczną, dlatego dobrze, gdy w sytuacji cierpienia wszyscy są w stanie uzupełniać się w ramach swoich kompetencji. Na pewno w sytuacji, gdy dziecko zbliża się do kresu swoich dni, nie wolno zostawić rodziców samych.
Często spotykam się z rodzicami, którzy stracili swoje dzieci. Charakterystyczne są ich pytania: Czy moje dziecko istnieje? Czy jest w niebie? Czy je jeszcze kiedyś spotkam? Wiara w Boga jest drogą do pogodzenia się ze stratą ukochanego dziecka, do poradzenia sobie z tym wielkim dramatem. Daje nadzieję na ponowne spotkanie w domu Ojca.

– Czy osobom wierzącym łatwiej jest znosić cierpienie?

– Błędne jest potoczne stwierdzenie, że wierzący cierpią mniej. Wiara nie umniejsza cierpienia, ale odkrywa jego sens. Cierpienie pozostaje takie samo zarówno w przypadku wierzących, jak i ateistów. Ale może właśnie odnalezienie krzyża w przeciwnościach i włączenie go w Krzyż Pana Jezusa sprawia, że na tej trudnej drodze zaczynamy odnajdywać samego Boga. Łatwiej jest zaufać, mając świadomość, że On jest z nami w tym cierpieniu. Pan Bóg dopuszcza cierpienie, ale go dla nas nie chce. To jest najtrudniejsze do zrozumienia, szczególnie dla rodziców, których dzieci chorują i nie ma dla nich ratunku. Człowiek silnej wiary nie załamie się w cierpieniu. Nieraz ta wiara może nawet pomóc w leczeniu. Nie jest jednak powiedziane, że ta osoba kiedykolwiek wyzdrowieje. Odkryje natomiast, że Pan Bóg cały czas jest przy niej. Tym cierpieniem nie musi być fizyczny ból. To każde cierpienie w wymiarze materialnym czy moralnym, to cierpienie wynikające z choroby kogoś bliskiego. Cierpienie może jednak także przyczynić się do utraty wiary. Trzeba nam więc bacznie obserwować małych pacjentów, a szczególnie ich rodziców. Rolą kapelana jest pomoc w umocnieniu, a nieraz nawet w odzyskaniu wiary.

– Czy dzieci nieuleczalnie chore buntują się przeciw Bogu?

– Dzieci nieuleczalnie chore generalnie są czyste. Nie spotkałem ani jednego dziecka, które by umarło w buncie przeciw Panu Bogu. W przypadku dzieci trudno to w ogóle nazywać buntem. To raczej żal, poczucie bycia skrzywdzonym. Buntują się raczej dorośli. Z doświadczenia duszpasterskiego mogę powiedzieć, że bunt to uczucie charakterystyczne dla wąskiej grupy nastolatków, którym nie zagraża śmierć.

– Towarzyszy Ksiądz dzieciom i ich rodzicom w najtrudniejszych momentach ich życia, w godzinie śmierci. Wiem także, że pisze Ksiądz wiersze. Czy jest to forma odreagowania tych ciężkich doświadczeń?

– Wiersze są nie tyle formą odreagowania, co modlitwą. Wszystko, co tutaj się dzieje, ma odniesienie do Pana Boga, Jego woli. A modlitwa w szpitalu właściwie nie ma początku ani końca. Trwa nieustannie, nawet teraz…

Śmierć (...) otwiera drogę prowadzącą do Ojca, który rzeczywiście okazał nam swą miłość w śmierci Chrystusa. (...). Zmartwychwstanie to jest zwycięstwo nad śmiercią. Taka jest nasza wiara i z taką wiarą też uczestniczymy w (...) uroczystości Bożego Ciała, w procesjach eucharystycznych, wyznając wraz z wiarą nadzieję życia wiecznego, którego Eucharystia jest dla nas zadatkiem

Z przemówienia Jana Pawła II podczas audiencji generalnej, 2 czerwca 1999

źródło: www.niedziela.pl

  plakat 2