Pokój Syna
 
Pokój syna to pierwszy od ponad dwudziestu lat film włoski nagrodzony Złotą Palmą w Cannes. Nanni Moretti, którego porównuje się do Woody Allena, nie tylko wyreżyserował ten film, ale jest także współautorem scenariusza, współproducentem i gra w nim główną rolę. 
Pokój syna to historia psychoanalityka, Giovanniego i jego miłości do syna, który ginie wypadku. 
Pokój syna opowiada o związkach międzyludzkich, o utracie kogoś bliskiego i o sposobach radzenia sobie z tym doświadczeniem. Dramatyzm wydarzeń łagodzony jest przez chwile subtelnego humoru. Film zachwyca autentycznością, psychologiczną prawdą i subtelnym doborem środków, za pomocą jakich opowiada o pokonywaniu bólu i o wychodzeniu z cierpienia. Moretti daje w swoim filmie nadzieję, że każdy ból kiedyś przemija, a życie może toczyć się dalej.
 
 
Porównywany z Dekalogiem I Kieślowskiego. Podobny temat. Moretti gra psychoanalityka, którego spotyka nagły cios: w wypadku ginie jego syn. I teraz lekarz dusz musi pomóc sam sobie (…). Rzadko zdarza się dziś w kinie taka siła oddziaływania przy tak skromnych środkach wyrazu. Taka czystość. Taka dojrzałość, bez uczuciowego szantażu, bez histerii. Film prawdziwie pocieszający - można wskazać moment, kiedy kamień wreszcie spada nam z serca. Film dla wszystkich: religijnych i niereligijnych, doświadczonych i nie, młodych i starych.
Tadeusz Sobolewski, "Gazeta Wyborcza" 18.05.2001
 
Pokój syna to ostatnie arcydzieło Nanniego Morettiego. Jest to delikatna i wzruszająca opowieść o miłości ojcowskiej do syna, zmarłego przedwcześnie w tragicznym wypadku. Prostota i elegancja wykorzystana przez reżysera pozwala zmierzyć się z tym dotkliwym i wzruszającym tematem, co czyni ten film niepowtarzalnym. Nie jest łatwo badać samego siebie, znaleźć siłę i godność, by stawić czoła wydarzeniu tak bolesnemu, jakim jest śmierć syna, ale też śmierć jakiejś części siebie. Sny i nadzieje, które odzwierciedlały ambicje życiowe ojca - pokładane w synu - jedynym mężczyźnie w rodzinie - nagle stają się ciężarem, bolesny cios przekreśla wszystko i sprawia wrażenie nicości. Syn, pierwsza i najważniejsza potrzeba mężczyzny, ginie gdzieś na dnie morza, całkiem bezsensownie i nic nie jest w stanie tego wytłumaczyć. Życie jednak musi toczyć się dalej - omija więc płaczących nad sobą żałobników, szukających usprawiedliwienia dla czegoś, co w gruncie rzeczy nie ma w ogóle sensu. To dlatego reżyser wprowadza postać dziewczyny, z którą spotykał się Andrea; była to miłość, o której rodzice nie mieli pojęcia, a która pozwoli im poznać go bliżej. Element ten pokazuje rozdartą rzeczywistość dzisiejszego społeczeństwa: rodzice nie znają swoich dzieci, ich przyzwyczajeń, przyjaźni; stoją na uboczu ich codziennego życia. Dopiero takie najbardziej szokujące wydarzenie, pozwala im otworzyć oczy i odkryć aspekty dotychczas nieznane. 
 
Moretti próbuje zbliżyć się do zmarłego syna, poznać jaki był naprawdę - by móc zrozumieć. Odkrywa i poznaje świat, w którym żył; angażuje w to również całą rodzinę. Jest to dla rzymskiego reżysera jedyna forma przezwyciężenia samotności spowodowanej przedwczesną i tragiczną śmiercią. Taka historia, jak ta opowiedziana przez Morettiego, zostawia widoczny ślad w każdym z nas, wrażenie, które powraca i wzbudza refleksje nad dzisiejszą młodzieżą. Film został nieprzypadkowo i całkiem zasłużenie nagrodzony Złotą Palmą na festiwalu w Cannes 2001. A. Arpen, "La Tertulia" 4-5/2002
 
 
Pokój syna, pierwszy od dziesięciu lat film fabularny Morettiego, bardzo się różni od jego wcześniejszych dokonań. To jego pierwszy film, w którym nie boi się bezpośrednio mówić o głębokich uczuciach. Grany przez reżysera główny bohater, nie jest tu, tak jak w przypadku poprzednich filmów, skonfliktowanym ze społeczeństwem, krytycznie nastawionym do poczynań polityków outsiderem ( w filmie Aprile z 1998 roku bohater pogardliwie wyrażał się o Berlusconim i przywódcy prawicowej, separatystycznej Ligi Północnej, Umberto Bossim). Tym razem, przynajmniej na początku filmu, grany przez Morettiego Giovanni wydaje się bardzo szczęśliwy. Jest żonaty z atrakcyjną kobietą, ma dwójkę inteligentnych dzieci. Jako psychoanalityk cieszy się szacunkiem i zaufaniem pacjentów. W jednej z początkowych scen oglądamy całą rodzinę jadącą samochodem. Wszyscy razem śpiewają wesołą piosenkę nadawaną przez radio. Wydaje się, że to wszystko jest zbyt piękne, by mogło długo trwać. I rzeczywiście, zupełnie niespodziewanie, wydarza się tragedia. Bezsensowna śmierć syna sprawia, że pięknie wyglądająca fasada rodzinnego szczęścia szybko się kruszy. Ujawnia ona też neurotyczny charakter Giovanniego, skrywany dotąd pod maską spokoju i beztroski. Podobnie jak w filmach You Can Count on Me Kennetha Lonergana czy Eureka Shinji Aoyama, Pokój syna opowiada o wyniszczającym wpływie bólu i żalu na ludzkie życie i irracjonalnym poczuciu winy, które towarzyszy takim przeżyciom. Film Morettiego wyróżnia się jednak wśród nich prostotą i uczuciową wrażliwością. Reżyser nie czuje potrzeby szokowania widzów efektownymi jazdami kamery czy zbliżeniami twarzy pogrążonych w smutku bohaterów.
 
Dzięki temu jeszcze bardziej porusza nas scena, w której matka chłopca wręcz wyje z rozpaczy albo ta, w której siostra zmarłego, dając upust kipiącym w niej emocjom, z wściekłością rzuca się na dziewczynę z przeciwnej drużyny na boisku do koszykówki. W przeciwieństwie do kobiet, które potrafią uzewnętrznić swój ból i żal, ojciec tłumi te uczucia w sobie, pozwalając tym samym, by niszczyły jego związki z rodziną i pacjentami. W ten sposób niszczy też samego siebie. Obwiniając się o śmierć syna, bez przerwy powraca do dnia tragedii, zastanawiając się, co by się stało, gdyby odmówił wtedy pomocy swemu pacjentowi i nie pojechał do niego (...). W końcowej scenie widzimy ojca, matkę i córkę spacerujących po plaży tuż po wschodzie słońca. Nie oglądamy jednak uścisków i innych wyrazów rodzinnej miłości. Każde z nich spaceruje samotnie, choć my, widzowie czujemy, że przygniatający ich ciężar powoli ustępuje. To bardzo subtelne zakończenie. Moretti sugeruje, że istnieje nadzieja, że ból przeminie, a relacje między członkami rodziny ulegną poprawie. Jest jednak zbyt szczery, by dać widzom coś więcej.
Philip Kemp, "Sight and Sond" 3/2002
 
 
Giovanni Sermonti to psychoterapeuta, dzielący swoje życie pomiędzy pacjentów a swoją własną rodzinę: żonę Paolę i dwoje nastoletnich dzieci. Rodzina jakich wiele, ze swoimi radościami i problemami; jakkolwiek tę właśnie można by było zdefiniować jako "szczęśliwą rodzinę".
 
Pewnego jesiennego dnia straszne wydarzenie burzy tę delikatną równowagę, na której opiera się każda rodzina: niespodziewanie ginie syn, Andrea. Ich życie całkowicie legnie w gruzach, wszystko to, co było oczywiste, normalne, uregulowane, zostaje strącone w pustkę niebytu - swoista więź zerwana zostaje raz na zawsze. Wydarzenie będące tematem wielu filmów, opowiedziane jest przez Morettiego z wielką odwagą i realizmem, prawie nigdy nie przechodzi w ton patetyczny, osiąga raczej szczyty dramatycznego okrucieństwa; wydaje się, że reżyser chce mówić nie tylko o bólu, od którego nie ma ucieczki, ale o tym, że jedyne co należy zrobić, to porzucić go, bo nas pęta i unicestwia.
Tak więc śledzimy życie rodziny w tym ciężkim dla niej momencie, ciężkim dla każdego, kto traci bliską osobę: bolesne, ale nieuniknione przeżycia (piękna jest scena zamykania trumny Andrei, płomień wodorowo-tlenowy zespala ją kawałek po kawałku - bezlitośnie zamykając na zawsze pewien rozdział życia) i powrót do normalności, która nigdy już nie będzie taka sama.
 
Scenariusz w godny sposób odzwierciedla ten trudny etap życia, jak również skutecznie pokazuje prawdziwego Morettiego, którego znamy z jego wielkich dramatów. Nie ma potrzeby zmiany choćby jednego słowa, dodania choćby jednej sceny. Bohaterowie są bezlitośnie realistyczni, kobiety i mężczyźni, tacy jak my, bez wymuszonego dramatyzmu są niemalże gruboskórnie ludzcy, nie da się powiedzieć: "to tylko film". Gra aktorska całej obsady, mimo trudnych ról, wypadła niezwykle efektownie, bez nadmiernego melodramatyzmu, doskonale przekazuje widzowi uczucia i emocje. Wyśmienite są również role drugoplanowe, a zwłaszcza pacjentów Giovanniego.
Również z technicznego punktu widzenia Pokój syna jest oznaką dojrzałości twórczej Morettiego: dokładnie wymierzony ruch kamery, bez zbytniego flashbacku, doskonały pomysł z pokazaniem jednego ujęcia z różnych punktów widzenia: rzeczywistości z jednej strony, pragnień z drugiej. Akcja stopniowo nabiera głębi, tragedia nabiera mocy, tonacja szarości wzmaga się, tłumiąc kolory.
Paola Cavallini, "Cinefile" 11.03.2001
 
 
Co do mnie, to uważam, że Moretti właśnie teraz zdał swój egzamin dojrzałości. Zdał go filmem szczególnie trudnym: analizując żałobę, stan, który zwykle zachęca do płaczliwej retoryki. Trudno o film bardziej powściągliwy, nieśmiały i dyskretny od Pokoju syna w opisie tragedii (…). Pokój syna używa języka jak najbardziej "klasycznego": żadnych nadmiernych elips ani zakłóceń chronologii, żadnych raptownych skoków w oświetleniu scen, żadnych ustępstw na rzecz modnego ostatnio quasi-ekspresjonizmu. Co najwyżej parę zapowiedzi nadchodzącej tragedii, anonsowanej lekkimi przyśpieszeniami rytmu narracji, lub dwa-trzy krótkie błyski, wywołujące w świadomości widza niejasny niepokój. Hitchcock pochwaliłby je z pewnością.
Calisto Cosulich, "Kino" 9/2001
 
 
Płakanie na filmie nie należy chyba do dobrego tonu, szczególnie w przypadku krytyka. Chyba, że chodzi, np. o ET. Wtedy można się przyznać do pochlipywania, dając do zrozumienia, że owo dziecko z prostymi uczuciami i emocjami nadal w nas żyje. Ale co zrobić, gdy chodzi o poważny film, który bierze sobie za cel jak najbardziej dorosłego człowieka - jego uczucia i emocje? Przyznanie się do popłakiwania i siąkania nosem w czasie projekcji nie wypadłoby zbyt fajnie, a raczej byłoby przyznaniem się do porażki wobec jakiejś niewybrednej manipulacji najniższymi emocjami. Jednak pochlipywanie zdarza się, tak samo jak przysypianie. 
 
Zatem, ja przyznaje się. Kiedy po raz pierwszy oglądałem Pokój syna Morettiego na pokazie festiwalowym w Cannes zeszłego lata, płakałem i pociągałem nosem. Na tym nie koniec. Przeżycie było tak silne, że wyszedłem z kina jakby w stanie jakiegoś delirium i musiało minąć bite kilka godzin zanim doszedłem do siebie (...). Film bez wątpienia zasłużył na Złotą Palmę. Jest naprawdę piękny i poruszający, znakomicie zagrany, nowatorsko wyreżyserowany z niezwykle pomysłowym zakończeniem (...). Opierając się na powierzchownych podobieństwach, film Morettiego porównuje się z amerykańskim Za drzwiami sypialni Todda Fielda, w którym rodzice też tracą ukochanego syna. Krytycy amerykańscy sugerowali, że film Fielda jest lepszy, gdyż pokazuje rozpad rodziny w przeciwieństwie do drobnomieszczańskiego zadowolenia, które ponoć cechuje bohaterów Morettiego. Nic bardziej mylnego. Field próbuje wymazać cierpienie i ból po stracie, robiąc z ojca twardego faceta z pistoletem, który wymierza sprawiedliwość. W Pokoju syna sytuacja jest daleko bardziej krańcowa - rodzina może tylko cierpieć, nie mogąc nawet "szukać oparcia" w zemście. To bardziej przekonujące i o wiele bardzie poruszające.
 
Godne uwagi jest to, że Pokój syna rozgrywa się nieprzerwanie w zwykłym świetle dnia. Moretti wspólnie z operatorem, Giuseppem Lancim, i scenografem Giancarlo Basilim, zadbali o odpowiednią oprawę filmu. Stworzyli wnętrza niepretensjonalne i zwykłe, które emanują spokojem. Właśnie w tych wnętrzach nagle wybucha wściekłość i ból, które niszczą całą rodzinę. Ale kamera nawet nie drgnie! Stoi nieruchomo i rejestruje. Moretti nie poszedł drogą ekspresjonistów, by zmiany w psychice bohaterów podkreślać przesadnie ruchliwą kamerą czy ostentacyjną deformacją otoczenia. Wszystko pozostaje jak dawniej - świat spokojnie toczy się dalej swoim trybem i nie reaguje na tragedię. Zapewne dlatego w niektórych momentach trudno wytrzymać i nie zapłakać.
Peter Bradshaw, "The Guardian", 15.02.2002
 
źródło: materiały prasowe dystrybutora