dlaczego.org.pl  
Forum dlaczego.org.pl  >> STRATA DZIECKA
You are not logged in       

Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*]Hits: 22135
iwona123  
23-10-2013 20:42
[     ]
     
Witam wszystkich aniołkowych rodziców.Do waszego grona dołączyłam 24.09.2013r gdy odszedł mój kochany synek Szymonek. Często czytam wasze historie i odważyłam się napisać o swojej.
ja jestem młodą osobą bo mam dopiero 19 lat i jak zaszłam w ciąże byłam w 3 klasie technikum( teraz został mi ostatni rok, matura i egzaminy zawodowe) pomimo tego że to była ciąża nie planowana cieszyliśmy się od samego początku jak się tylko dowiedzieliśmy, przytrafiło nam się wielkie szczęście...nie przejmowałam się szkołą bo wiedziałam ze dam sobie radę, najważniejsze było moje dzieciątko:) dbałam o siebie, nie piłam nie paliłam, brałam witaminy aby mój synek urodził się zdrowy...przytyłam 27 kg, całe ciało w rozstępach...no i co trudno się mówi...czekałam tylko aż zobacze w końcu moje maleństwo, któremu się wgl nie spieszyło:p Szymonka urodziłam 02.08.13 w 41tc, poród naturalny wywoływany oxytocyną, Szymek 3180g i 53cm, owinięty pępowina,ale mimo to dostał 10 pkt. Był ślicznym zdrowym chłopcem, miał piękne brązowe duże oczka, które rozglądały się po całej sali porodowej, leżał spokojnie i po prostu patrzył...położna powiedziała że jest ze mnie dumna i chciałaby żeby każda kobieta tak rodziła dzieci, bez krzyku i z pełnym opanowaniem, pomimo tego że miałam bardzo silne skurcze od 12 a urodziłam o 20.35,i powiedziała że zaprasza mnie za około 10 miesięcy do rodzenia dziewczynki... muszę przyznać że byłam sama z siebie bardzo dumna i z mojego narzeczonego, który też był bardzo dzielny i cały czas mnie wspierał no i oczywiście z naszego wspaniałego synka,że już nas uraczył swoją obecnością:) był piękny ciemna karnacja(po mnie) a tak to odbicie lustrzane taty:) grzeczniutki przez cały pobyt w szpitalu tylko jadł i spał, nawet nie płakał przy szczepieniach i pobieraniu krwi, mój skarbek dzielny;) nie wyszliśmy do domu po 3 dobach bo mały miał delikatnie podwyższone crp i zostawili nas 2 dni dłużej, pani doktor powiedziała że raczej nic nie jest, pewnie szok po porodzie przez to, że był owinięty pępowiną,ale na wszelki wypadek zleciła badanie krwi, moczu, usg główki i brzuszka, wszystko wyszło w porządku i mogliśmy wyjść do domu,za tydzien kontrola.W domu było cudownie wszystko czekało na Szymonka a jak spał to po prostu nie mogliśmy się na niego napatrzeć, cały czas powtarzaliśmy do siebie,że nie możemy uwierzyć w to że mamy takiego skarba i że jest nasz!!! taki śliczny i słodziutki, mój syneczek MÓJ i tylko MÓJ!!! nawet z pierwszym spacerem czekaliśmy 2 tygodnie poki ta kontrola nie wykaże że jest wszystko w porządku.Po miesiącu cieszenia się macierzyństwem zauważyłam w kupkach Szymonka krew, nie było jej tak bardzo dużo, ale jednak była, więc poszłam z nim do lekarza, wzięłam Szymonka i pampersa z tą kupką i pognałam, lekarz zobaczył,Szymek nawet przy nim zrobił kupkę, zlecił wszystkie badania kał i wyniki za 3 dni do odebrania i konsultacji.Poszłam po trzech dniach(Szymonek już nie miał krwi w kupce) wyniki jednak coś wykazały nie tak, pani doktor stwierdziła,że nie sądzi aby coś było nie tak bo poza tą krwią z Szymonkiem jest wszystko dobrze, i to pewnie przez to,że coś zjadłam bo karmiłam piersią, albo że jakiś wirus był w rodzinie i po prostu coś podrażniło mu jelita.Miałam powtórzyć badania za 2 tyg przed szczepieniem.No to co poszliśmy do domu:) dokładnie tydzień później zaczęło się dziać coraz gorzej, Szymonek w sobotę wieczorem miał podwyższoną temperaturę 38 stopni,ale wiedziałam że u tak malutkiego dziecka taka temperatura to jeszcze nie gorączka i go obserwowałam całą noc, po około godzinie już miał książkowo 36.6...ale jednak noc była ciężka budził się dokładnie co 20 min i płakał,więc całą noc go przenosiłam na rękach,w niedzielę rano ładnie zasnął i ogólnie ładnie spał cały dzień, ale zwymiotował mi 2 razy i stawał się coraz bledszy, a z uwagi na to że miał ciemną karnacje zaraz było po nim to widać, w sobotę jeszcze zauważyłam u niego na główce po prawej stronie siną wybroczynkę wyczuwalną palcem,ale nie bolało to go jak mu naciskałam a nigdzie się nie uderzył...więc nie miałam pojęcia skąd to... w niedziele po południu postanowiliśmy z narzeczonym i teściową że zawieziemy Szymonka do podobno najlepszego pediatry w mieście(wizyta prywatna) .Niechciał nas przyjąć, ale jak moja teściowa powiedziałam mu że malutki wymiotował to się zgodził.Na wizycie obejrzał Szymka i stwierdził że Szymonek ma kolki, bo mam bardzo wartościowy pokarm i jego małe jelitka tego nie trawią i że te wymioty to też są przez silne kolki, zauważył że na pępuszku robi mu się przepuklinka i powiedział nam,że mamy pilnować żeby jak najmniej płakał, dużo nosić na rękach, mówił,że wie że tak go rozpieścimy,ale ta przepuklina nie może się powiekszyć bo wtedy bedzie musiał iść Szymonek do szpitala.Kazał nam nawet wsiąść w samochód i jeździć z nim, jakby już nic nie pomagało bo to w 99% pomaga.Zapisał krople na kolki i czopki.Mówiłam mu o tej krwi w kupce i że wyniki są w książeczce zdrowia,ale On to zignorował i nawet nie zajrzał. Tę wybroczynke też mu pokazywałam to powiedział ze to nic takiego i się wchłonie po 10-12 dniach, jakby się powiększało to wtedy się zgłosić.No i możemy iść do domu.Prosto pojechaliśmy do apteki, wykupić leki i do domu. Zaraz podaliśmy mu kropelki,ale Szymonek dalej był niespokojny fakt faktem mniej niż poprzednią noc ,ale jednak znowu prawie całą noc przepłakał,tak bardzo mi było go szkoda że ma te kolki i biedny tak płacze, rano znowu zasnął i ładnie przespał prawie cały dzień, biedaczek od płaczu miał całe gardło zdarte, aż głosik mu się zmienił.No i tak niechętnie mi jadł, miałam wrażenie,że jest głodny,ale nie może przełykać bo go to zdarte gardełko boli, ciągnął pierś i za chwile puszczał i zaczynał płakać...znowu nocka z głowy, strasznie się bałam że się odwodni bo mało jadł i jeszcze połowe z tego ulewał, w nocy już praktycznie wmuszałam w niego mleko, nawet próbowałam mu sztuczne dać,ale nie chciał, no i praktycznie cała noc na moich rękach.Rano znowu mi ładnie zasnął, ale postanowiłam że pójde z nim znowu do lekarza, bo już był bardzo blady... Pani doktor przyjęła nas,ale zaznaczyła że się bardzo śpieszy, powiedziała mi że faktycznie niepokoi ją wygląd skóry Szymonka, dała skierowanie na krew i mocz.Dała nam też skierowanie na wszelki wypadek do szpitala, jakby Szymonek już wgl nie chciał jeść to mieliśmy jechać, i powiedziała że odwodniony nie jest.Poszliśmy od razu na pobranie krwi, mój zuch grzeczniutki nawet nie zapłakał:)potem poszliśmy na spacerek z teściową i do domu, robiłyśmy Szymonkowi masaż brzuszka i pomagałyśmy mu się wypróżnić takimi specjalnymi rurkami, było mu lepiej:) jak Grzesiu wrócił z pracy pojechaliśmy do moich rodziców, posiedzieliśmy do wieczora i wracaliśmy do domu, byłam niespokojna bo Szymonek mało jadł i dużo ulewał, był taki blady i miał coraz mniej siły, zanim pojechaliśmy do domu zrobiliśmy jeszcze rundkę po mieście , bo Szymek tak słodko i spokojnie spał w samochodzie.Jak dojechaliśmy do domu, podałam Szymonkowi witaminy i kropelki,ale po nich już tak konkretnie zwymiotował, więc stwierdziliśmy że nie ma na co czekać jedziemy do szpitala.W szpitalu przyjął nas dyżurujący pan doktor pokazywałam mu też tę wybroczynke na głowie i o wszystkim mu opowiedziałam, powiedział że tym się nie martwić bo to zmiana podskórna nic groźnego.Przyjął nas na oddział, pobrali Szymonkowi krew i mocz do badania, lekarz powiedział że dostanie kroplówkę bo jest delikatnie odwodniony i do tego tez mogę podawać mu pierś, synek był zaskakująco spokojny, ładnie zasnął i nawet zjadł też w miare normalnie.Zauważyłam że z miejsc z których miał pobieraną krew sączy mu się krew i niechce przestać lecieć aż całe waciki były przesiąknięte, zawołałam pielęgniarkę a ona lekarza, on kazał nakleić Szymonkowi takie plastry nie przesiąkające i powiedział,że z wyników wyszło że Szymek ma silną anemie, ale powodu nie zna bo wszystkich wyników jeszcze nie ma bo w laboratorium mają jakiś problem,ale że widzi że ta krew mu się tak sączy to pewnie gdzieś w środku krwawi, ale niewie gdzie....i tyle...powiedział ze pójdzie zadzwonić do Gdańska do hematologów, wrócił i powiedział ze Gdańsk powiedział że nie ma opcji żeby go przyjęli bo przenoszą oddział. To było koło 12 w nocy, poszedł i już go nie widziałam. Szymonek spał o 4 rano się przebudził i był marudny, chciałam dać mu pierś, ale nie chciał więc dałam mu smoczka i zasnął.O 6 rano pielęgniarka odłączyła mu kroplówke, Szymonek spał, o 8 rano przyszli po niego na usg, jak go niosłam zauważyłam że jest prawie nie przytomny, oczka miał do połowy otwarte,ale nie reagował, powiedziałam lekarzowi ze ma spojrzeć bo coś jest nie tak oni go wzieli i szybko zaczęli mu robić usg główki... koszmar nie wiedziałam co się dzieje co mam robić i nagle słowa, które mówili między sobą że Szymonek ma krwiaka i wylew, zaczeli panikować i biegać było zamieszanie a ja tam stałam i płakałam, to był dla mnie totalny szok... jak to krwiak... wylew? od czego? dlaczego? mój synek? nie docierało do mnie co tam się dzieje, zadzwonili po karetkę do Gdańska i trzeba było czekać, Szymonek leżał tam taki biedny prawie nieprzytomny, chwilami tylko popłakiwał, pomagali mu oddychać, jakieś leki mu podawali niewiem co, a ja tam stałam, płakałam, i patrzyłam jak mój mały synek cierpi, skąd to się wzięło????zadzwoniłam po Grzesia, przyjechał ze swoją mamą, siedzieliśmy i płakaliśmy... karetka była po godzinie w między czasie intubowali Szymonka bo przestał oddychać....wsiedliśmy w samochód i od razu pojechaliśmy za karetką do Gdańska...byliśmy w totalnym szoku i całą droge błagaliśmy Boga żeby nam go nie zabierał!!!Jak go dowieźli położyli go na oiomie, lekarze powiedzieli że stan jest krytyczny i trzeba przeprowadzić operacje w celu odbarczenia tego krwiaka,ale najpierw muszą mu zwalczyć anemie i to że ma słabą krzepliwość krwi...powiedzieli że dają bardzo słabe szanse na przeżycie bo Szymonek ma 6cm krwiaka, wylew bardzo silny, niedotlenienie i obrzęk mózgu...Boże skąd to się wzięło, to jakiś zły sen, to niemożliwe że mojego synka coś takiego spotkało!!!DLACZEGO???jak to??? kilka godzin czekania, w końcu zabierają go na operacje, ciągły strach i niedowierzanie...błaganie Boga i modlitwy...w końcu po operacji, wychodzi lekarz i mówi że operacja została przeprowadzona i Szymek przeżył, ale jego stan dalej jest krytyczny i są bardzo złe rokowania, bo ma bardzo duży obrzęk mózgu, i dużą część mózgu zalaną i niedotlenioną i nie dają prawie żadnych nadziei.... pani doktor wypytywała nas co się stało i cały czas sugerowała nam że to my zrobiliśmy krzywde Szymonkowi, że to przez nas ma tego krwiaka.... byliśmy załamani...nasze maleństwo....jeszcze wyszło że Szymonek miał stare wylewy i ta krew w główce cały czas mu się sączyła, dlatego płakał po prostu bolała go główka...Boże i to jak musiała go boleć...mój synek tyle czasu cierpiał, aż wymiotował z bólu...serce rozpada mi się na miliony kawałków jak sobie przypomne że mój synuś najukochańszy tyle przeżył tak cierpiał, a my mu nie pomogliśmy, tak płakał bo go bolało...bardzo bolało...po operacji wprowadzili go w śpiączke farmakologiczną...wpuścili nas na chwilę do niego, Jezu co za widok, nigdy go nie zapomne, mój mały synek leżał goły, z obandażowaną główką z rurką w buźce i nosku, wszędzie pełno igieł i kabli monitorów, aż brakowało mi oddechu....oddychał za niego respirator...ból ogromny...pojechaliśmy do domu nie mogliśmy się cały czas otrząsnąć, bardzo bolała mnie głowa poszłam spać...o 8 rano dzwoniłam do szpitala,ale nic mi nie powiedzieli a dopiero o 12 mogliśmy pojechać do Szymonka, stan bez zmian czyli krytyczny...Pani doktor cały czas nam tłumaczyła że jego stan jest tak ciężki,że nawet jeżeli przeżyje to bedzie roślinką to nic powtarzałam, najważniejsze żeby mój aniołek żył...!!!cały czas nas dopytywali czy Szymonek nam nie upadł, widać było że nas o coś podejrzewają, ale ile można im tłumaczyć że nic takiego nie miało miejsca,że obchodziliśmy się z naszym synkiem jak z jajkiem,przecież to był nasz mały synek...i tak przez 2 tyg, jeździliśmy do niego codziennie, od południa do wieczora, czytaliśmy mu bajeczki, nawet pozwolili żebym ściągała swój pokarm i mu podawali:) Kiedy po tygodniu odstawili mu leki blokujące Szymek otwierał oczka, były błądzące gdzieś w oddali...nie widział nas...z dnia na dzień widzieliśmy delikatne poprawy,ruszał buźką, ziewał, mlaskał:) potem ruszał bardzo delikatnie rączkami i nóżkami...ale sam nie oddychał, lekarze cały czas twierdzili ze cały mózg jest uszkodzony i te ruchy nic nie znaczą...ale przecież widzieliśmy poprawę...lekarze cały czas szukali przyczyny i niczego się nie doszukali, powiedzieli nam ze ten krwiak był na tle urazowym i nie wnikają w to czy coś się stało czy nie, oni wiedzą swoje....porażka, dlaczego nam nie wierzą...feralnego dnia we wtorek rano pojechaliśmy do galerii bo musiałam kupić sobie buty, bo w stresie nie wziełam ich ze szpitala i do Gdańska jechałam w kapciach, jak przyjechaliśmy do szpitala, żaden lekarz nie chciał z nami rozmawiać, unikali nas, coś było nie tak...do Szymonka nas też nie wpuścili bo mówili że mają przyjęcie pacjenta i na razie nie można wejść...w końcu przyszła do nas Pani doktor i zaczęła mówić że Szymonkowi się pogorszyło już kilka dni temu a od wczoraj pogorszyło mu się drastycznie, spada mu krążenie i akcja serca kilka krotnie mu spadła... dostał leki ale na nie nie reaguje...i prawdopodobnie mogła też się wdać jakaś infekcja... o Boże co ona mówi???zapytałam co to znaczy a ona na to bez jakiegokolwiek współczucia odpowiedziała " to znaczy że wasze dziecko w każdej chwili może umrzeć!" jakby mi ktoś walnął pałą się poczułam, przecież już było lepiej, jak to mogło się stać!!!!!!! wpuścili nas do Szymonka, a tam po prostu jeden wielki szok, Szymonek bladziutki, było widać jak uchodzi z niego życie...Monitory szalały, co chwile coś pikało, tętno mu skakało raz miał ponad 200 a za chwile 30...wyprosili nas z sali... siedzieliśmy na korytarzu i płakaliśmy, błagaliśmy Boga żeby go nam nie zabierał...po chwili wyszły dwie pani doktor, już po ich minie widziałam że to już koniec, kazały nam wejść i zabrać krzesła ze sobą...ja zaczełam krzyczeć i wić się z rozpaczy, nie mogłam w to uwierzyć, mój synek.....lekarki powiedziały że to już koniec i możemy zostać z Szymonkiem,aż umrze,albo jechać do domu i oni zadzwonią......Boże co za bzdury jak mogą powiedzieć że możemy jechać do domu...złapaliśmy Szymonka za rączki i płakaliśmy, ja cały czas prosiłam i Grzesiu się z nim żegnał, powtarzał mi że to już koniec, że Szymonek odchodzi do aniołków i że mam się z nim pożegnać, mówił mu że jest z niego dumny, że był dzielny że tak walczył dla nas, bo chciał żyć...ale już po prostu zabrakło mu sił i Bóg go zabiera do siebie...ja cały czas nie mogłam uwierzyć....minęło około 5 min, Szymonek odszedł...pożegnał się z nami i odszedł....mój mały synek nas zostawił...co mamy teraz zrobić pytałam pielęgniarki....wyprosiły nas znowu żeby mogły go rozebrać z tych igieł i rurek, musieliśmy wyjść...w tym czasie pani doktor nas poinformowała że Szymonek zostanie przewieziony do zakładu medycyny sądowej w celu przeprowadzenia sekcji zwłok, bo zgłosili do prokuratury to że Szymonek trafił do nich z krwiakiem od urazu....co za bezduszność, ta kobieta mówiła do nas tak jakby wgl nie miała uczuć, jakby wgl nam nie współczuła a my byliśmy w totalnej rozsypce, wpuścili nas jeszcze na chwile do Szymonka, był goły, bez rurek i igieł, miał tylko pampersika i przykryty był pieluszką, wyglądał jakby słodko spał, nic już go nie bolało, stał się aniołkiem....jego rzeczy zapakowali nam w worki na śmieci, jakby to były jakieś szmaty....wróciliśmy do domu, moja rodzina przyjechała i płakali razem z nami...moje życie tego dnia legło w gruzach, kompletnie straciło sens....jutro mija miesiąc... czas leci nieubłaganie a rany się nie goją, Szymonek ma już piękny pomniczek....na pogrzebie nawet nie płakałam...teraz też mało płacze... najgorzej jest wieczorami...cały czas sobie tłumacze,że tam jest mu teraz lepiej,że już nie cierpi, że dosyć się w swoim króciutkim życiu nacierpiał, a nie był niczemu winny.... dlaczego nie miałam instynktu i nie domyśliłam się że z moim dzieciątkiem dzieje się coś tak złego, przecież on na nas liczył...a my mu daliśmy umrzeć...nie uchroniliśmy naszego synka przed tak wielkim złem i bólem...jak to mogło się stać...:(((( bardzo za nim tęsknie...!!!! tak mi go brakuje!!!! KOCHAM CIE SZYMONKU!!! ŚPIJ SŁODKO SKARBIE!!![*] 
Iwona mama aniołka Szymonka ur 02.08.2013 zm 24.09.2013[*][*][*]
Adasia 30.08.2014 i córeczki w brzuszku <3
Last edited on 15-11-2013 23:00 by Iwona123

  Subject Author Date
*  Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 20:42
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] beata1978 23-10-2013 20:51
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] beata1978 23-10-2013 20:53
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 20:58
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] JoanSz 23-10-2013 20:55
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 21:03
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 21:08
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 22:10
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 23-10-2013 22:58
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 23:10
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 23-10-2013 23:14
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 23:18
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 23-10-2013 23:22
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 23-10-2013 23:26
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 23:27
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 23-10-2013 23:30
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] neibos 23-10-2013 23:28
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] agnes75 23-10-2013 23:34
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 23:35
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 23-10-2013 23:41
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 24-10-2013 00:04
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] neibos 24-10-2013 00:19
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 24-10-2013 00:43
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] neibos 24-10-2013 01:54
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 24-10-2013 09:40
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 24-10-2013 10:03
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 24-10-2013 10:16
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] Gosiek26 24-10-2013 10:34
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] iwona123 24-10-2013 10:43
  Re: Mój kochany najukochańszy synek Szymonek;* [*][*][*] neibos 24-10-2013 13:04
::   w górę   ::
Jump to :
Forum tworzone przez W-Agora