dlaczego.org.pl  
Forum dlaczego.org.pl  >> STRATA DZIECKA
You are not logged in       

Poszukując sensu...
PM  
14-08-2017 14:36
[     ]
     
To nie może dziać się naprawdę. Czy to zły sen, z którego się obudzę?

Kilka lata starań o dziecko...maraton po lekarzach, szukanie powodu niepowodzeń z zajściem w ciążę, całe oszczędności wydane na leczenie, coraz gorsze wieści. Jedyna szansa - IVF. Decyzja. Sukces...

Borykałam się z problemami zdrowotnymi, ale i tak świat zwariował. Żyłam nadzieją. Byłam w ciąży. Nie sądziłam, że się uda... Czego chcieć więcej? Zapomniałam o koszmarze ostatnich kilku lat. Spełniało się nasze największe marzenie... Będziemy rodzicami.

Pod koniec 3ego miesiąca ciąży uczestniczyłam w wypadku samochodowym. Samochód wjechał do rowu, między drzewami, dachował... Transportowano mnie śmigłowcem do szpitala. Ten strach o dziecko... Nie o siebie, o dziecko. Dwa tygodnie walki z krwawieniem. Leżenie plackiem w szpitalu, osłabienie, omdlenia... Strach, ale i radość, bo Synek wciąż jest. Bije mu serduszko, przetrwał to wszystko. W dniu wyjścia zwrócono mi uwagę, że coś nie tak z pęcherzem u Synka. Jest powiększony... coś nie tak. Jakby nie siusiał. Po tygodniu potwierdzenie. Trzeba to operować - docelowo po urodzeniu, ale koniecznie trzeba działać teraz. Trzeba zastosować tymczasowe rozwiązania, które sprawią, że nerki i inne organy nie ulegną uszkodzeniu.

Wyjazd do szpitala na drugi koniec Polski. Bo tam są najlepsi specjaliści. To musiało się dobrze skończyć. Przecież przetrwaliśmy wypadek, trafiłam do najlepszych specjalistów. Ktoś nad nami czuwa... To pewne. Jest jakiś anioł, który czuwa nad naszym Synkiem i nad nami.

Przeszłam 5 operacji, w zasadzie mój synek przeszedł przez mój brzuch. Średnio raz w tygodniu byłam na stole operacyjnym pod narkozą. Byłam osłabiona,ale walczyłam. Miałam o kogo. Wsparcie rodziny ogromne... Niektórzy bliscy się odwrócili, juz nie byłam tą radosną dziewczyną... Natomiast z drugiej strony ogromne wsparcie od ludzi, po których bym się tego nie spodziewała.. Głęboka nadzieja, że pomimo powagi sytuacji będzie dobrze. Połtorej miesiaca w szpitalu spędzone na walce i nadziei... Rozmowy z Bogiem po wielu latach. Afirmowanie się, że "będzie dobrze".

I było. Przez moment. Usłyszałam wspaniałe wieści. Miałam wyjść po weekendzie do domu. Miałam... W dniu, kiedy miałam zostać wypisana do domu poczułam się gorzej. Jakby przeziębienie mnie brało czy coś... To nie było przeziębienie. To była infekcja wewnątrzmaciczna. Zaczęła się akcja skurczowa, której nie mogli już powstrzymać...

Urodziłam pięknego Synka w 22 tc. Moje upragnione Dziecko, spełnione marzenie. Żył dwie godziny. Nie zapomnę tego strzału miłości na Jego widok. Dotyku Jego skóry. Mój Syn był dla mnie bohaterem. Tyle przeszedł... To On mi dodawał sił, to On mnie motywował do walki. Leżał u mnie na piersi, a ja z Nim rozmawiałam. Mieliśmy tę chwilę dla siebie...

Infekcja dopadła mnie całkowicie, podejrzenie sepsy... Kolejne dni w szpitalu i walka, tym razem o swoje życie. Później pogrzeb Synka. I... i co teraz?

Po wypadku cieszyłam się, że się budzę. Co dzień. Dzisiaj nie chcę się budzić. Jestem tylko i wyłącznie dla mojego męża, którego kocham nad życie. Próbuję skupić się na codzienności, ale nie widzę sensu... Nie widzę sensu w niczym co robię...

Konfrontuje moje wyobrażenia, marzenia na temat tego roku z tym co jest. Mój Syn w niebie, a ja tu. Bez zdrowia, z długami, z utraconymi marzeniami. A w głowie tysiące pytań. Kiedy będzie lepiej? Czy poczuję się kiedyś szczęśliwa? Czy mój Synek będzie miał zdrowe rodzeństwo, które przyjdzie w terminie i które zostanie tu ze mną na ziemi? Przecież on był cudem... Może być przecież moim jedynym dzieckiem...

Nie potrafię odnaleźć się wśród ludzi. Ktoś mnie spyta co słychać, a co ja mam odpowiedzieć? Takie proste rzeczy sprawiają ból i poczucie niemocy, bezradności. Jak mam się odnaleźć wśród młodym mam, których tyle wokół? Ból sprawia nawet widok dziecka... Czy ja też poczuję kiedyś smak prawdziwego, szczęśliwego macierzyństwa?

Ja nie żyję. Egzystuję. Kiedyś cieszyłam się tym co tu i teraz. Zawsze uśmiechnięta, radosna... Teraz nie ma we mnie radości. Jest pustka. Nie ma nic. Nie mam czego dać innym. Czuje, że poniosłam porażkę. Teraz nawet nie potrafię być żoną, córką, siostrą, przyjaciółką. Nie potrafię nic od siebie dać.

Cały czas myślę o Synku. Są chwilę, kiedy staram się wziąć w garść. Myślę, że muszę być Mamą, z której będzie dumny. Za chwile dopada ból i tęsknota... Synku... Chciałabym Cię tulić, walczyć codzień o Twój uśmiech, pokazać świat, zarażać pasjami...

I to w skrócie moja historia. Historia permanentnego bólu, żalu, braku zrozumienia, bezradności i utraconych marzeń... 

Last edited on 06-10-2017 22:38 by PM

Re: Poszukując sensu...
Wera  
15-08-2017 20:04
[     ]
     
Witaj, nasze historie niekiedy różne, ale wszystkie łączy ten sam ból, pustka po stracie, żal o niespełnionym macierzyństwie. Bardzo współczuję Ci że dołączyłaś do naszego grona rodziców po stracie.
Od mojej straty minęło 8 lat, nie zaglądam tu już za często, ale to forum bardzo pomogło mi w trudnych momentach. Dokładnie 9 lat temu zobaczyłam na teście dwie kreski, po raz pierwszy po ponad kilkudziesięciu testach w ciągu 4lat...To była moja wymarzona córeczka i również nie wyobrażałam sobie takiego zakończenia. Mój aniołek urodziła się martwy 25 marca 2009r. Poczucie pustki i beznadziejności towarzyszyło mi przez pół roku, wtedy zabłysła iskierka nadziei, moje życie odzyskało sens - byłam w ciąży, tak po prostu bez tych wszystkich starań, leków, zabiegów...Jestem mamą trójki ziemskich dzieci i trzech aniołków. Kiedyś przyjdzie Twój czas, teraz wszystko jest bardzo bolesne, ale czas leczy rany, i z jego upływem poukładasz sobie życie choć nie będzie już ono takie jak przed stratą. Przytulam Cię mocno.
Dla Twojego synka zapalam światełko (*).
Pozdrawiam W. 
mama
Aniołka(25.04.2005r. 8tc)
Helenki ur-zm.25.03.2009r.36tc
Iskierki(20.02.2012r. 7tc) i ziemskiej trójeczki

Re: Poszukując sensu...
taktórapamięta  
15-08-2017 20:33
[     ]
     
PM, bardzo Ci wspólczuję. Wszystkie przeszłyśmy lub przechodzimy to samo, więc wiemy, jak trudne jest życie po stracie dziecka. Teraz jest Ci bardzo ciężko, życie wydaje się beznadziejne, wszystko jest czarną dziurą. Lecz ten stan nie będzie trwał długo, uwierz mi. Będzie źle, raz lepiej , raz gorzej, ale z czasem zauważysz, że wszystko się zmienia. Ja żyję z tym już 37 lat - tak - mój syn zmarł w 1980 roku. Da się z tym żyć - nawet przez całe życie. Życzę Ci dużo sił. 


Re: Poszukując sensu...
PM  
16-08-2017 00:06
[     ]
     
Dziękuję za ciepłe słowa. Ciesze się, że napisałaś. To daje mi nadzieje, ze stanę w końcu na nogi...

Nigdy wcześniej nie przeżyłam straty dziecka, ale przeżyłam juz stratę bliskiej mi osoby w tragicznych okolicznościach. Tamta sytuacja pokazała mi, że czas nie leczy ran, uczy jak z nim żyć. Z czasem patrzymy na pewne doświadczenia trochę inaczej, "chłodniej". Mam nadzieje, ze nadejdzie czas kiedy spojrzę w ten sposób na to co teraz przeżywam. Przykro mi, że tak dużo nas tu...nas - Mam po stracie kochanego Dziecka.

Jakiś czas temu powiedziałam mojemu Mężowi, że bardzo się boje, że nasza rodzina zapomni o Michasiu. On był, jest i będzie częścią naszego życia. Dzisiaj teściowa podziękowała mi za pięknego wnuka... Powiedziała, że jest Babcia. Nikt jej tego nie odbierze i dziękuję... To chyba najpiękniejsza rzecz jaką moglam od Niej usłyszeć. Mój Synek będzie z pewnością zawsze w pamięci i sercu moim i mojego męża. Mam szczera nadzieje, ze również w sercach i pamięci całej naszej rodziny ...
taktórapamięta napisał(a):
> PM, bardzo Ci wspólczuję. Wszystkie przeszłyśmy lub przechodzimy to samo, więc wiemy, jak trudne jest życie po stracie dziecka. Teraz jest Ci bardzo ciężko, życie wydaje się beznadziejne, wszystko jest czarną dziurą. Lecz ten stan nie będzie trwał długo, uwierz mi. Będzie źle, raz lepiej , raz gorzej, ale z czasem zauważysz, że wszystko się zmienia. Ja żyję z tym już 37 lat - tak - mój syn zmarł w 1980 roku. Da się z tym żyć - nawet przez całe życie. Życzę Ci dużo sił. 


Re: Poszukując sensu...
PM  
15-08-2017 23:53
[     ]
     
Bardzo Ci dziękuję za te słowa... Przeczytałam Twój post kilka razy. To co napisałaś daje mi nadzieje, ze może i dla mnie nadejda piękne dni. Może i ja doświadcze jasnej strony macierzyństwa i doczekam ziemskich dzieci? To niesamowite, że o pierwsze maleństwo walczylam 4 lata, a w następnej ciazy byłaś po pół roku... Mi niestety lekarze nie dają na to większych szans... Czeka mnie gromadzenie oszczędności i korzystanie z dobrodziejstw medycyny. Ale może i mi się uda? Synku, wspomoż mnie w tej walce...

Przed chwila po wielu latach napisała do mnie koleżanka, żeby pochwalić się ze jest w ciazy. Przy okazji wymieniła inne koleżanki, u których w tym roku pojawił się w domu maluch. Od słowa do słowa i tez pochwaliłam się, że zostałam Mama. Mam przepięknego Synka Michasia, z którego jesteśmy bardzo dumni i którego kochamy nad życie. Drazyla temat, powiedziałam ze mój Synek jest aniołem. Nie chciałam czegoś udawać, a jednoczesnie nie chcialam o tym mowic,żeby nie sprawiać sobie bólu. I tym sposobem moja koleżanka ze szkolnych lat sprawiła ze moje rany znowu obficie krwawią. To są właśnie chwile, kiedy totalnie nie wiem jak się zachowywać... To ból nie do opisania. Ona chciała zdjęcie mojego Syna. Mam jedno...i więcej mieć nie będę. To boli. Co robić, jak się zachowywać żeby unikać tak bolesnych sytuacji?

Żeby przetrwać ten ból cały czas powtarzam sobie, że jestem Mamą. Mam Syna. Mam Michasia, który jest zawsze przy mnie. Jestem Mamusia... Jestem Mamusia....
Wera napisał(a):
> Witaj, nasze historie niekiedy różne, ale wszystkie łączy ten sam ból, pustka po stracie, żal o niespełnionym macierzyństwie. Bardzo współczuję Ci że dołączyłaś do naszego grona rodziców po stracie.

> Od mojej straty minęło 8 lat, nie zaglądam tu już za często, ale to forum bardzo pomogło mi w trudnych momentach. Dokładnie 9 lat temu zobaczyłam na teście dwie kreski, po raz pierwszy po ponad kilkudziesięciu testach w ciągu 4lat...To była moja wymarzona córeczka i również nie wyobrażałam sobie takiego zakończenia. Mój aniołek urodziła się martwy 25 marca 2009r. Poczucie pustki i beznadziejności towarzyszyło mi przez pół roku, wtedy zabłysła iskierka nadziei, moje życie odzyskało sens - byłam w ciąży, tak po prostu bez tych wszystkich starań, leków, zabiegów...Jestem mamą trójki ziemskich dzieci i trzech aniołków. Kiedyś przyjdzie Twój czas, teraz wszystko jest bardzo bolesne, ale czas leczy rany, i z jego upływem poukładasz sobie życie choć nie będzie już ono takie jak przed stratą. Przytulam Cię mocno.

> Dla Twojego synka zapalam światełko (*).

> Pozdrawiam W. 


Re: Poszukując sensu...
PoliLeo  
16-08-2017 10:58
[     ]
     
Witaj PM!
Bardzo Tobie współczuję, że tracąc ukochanego Synka, trafiłaś do naszego grona...Ogromnie żałuję, że tak się stało...Niestety każda nas musi przejść ten czas niewyobrażalnego bólu. Wtedy nawet oddychanie boli...Po jakimś czasie oswajamy ból, tęsknotę, rozpacz i żyjemy sobie z takim towarzystwem w miarę "normalnie"...
Pamiętaj, że nikt nigdy żadnym nieprzemyślanym słowem, czy czynem, nie odbierze Tobie Michasia! Jesteś i będziesz jego Mamą! To bogactwo, które przeżyłaś dzięki niemu, to Twój wielki, niezbywalny Skarb!
Mam głęboką nadzieję, że los się jeszcze do Ciebie uśmiechnie i będziesz także ziemską Mamą!
Trzymam za Ciebie / Was kciuki!!!
Wysyłam ciepłe myśli! Oby jak najwięcej bliskich było dla Ciebie wsparciem!
Przytulam Cię do mojego pękniętego serca 
Dominika
Mama Polinki ur. 24.01.2013 i Leosia ur. 13.05.2014 zm. 30.10.2014

Re: Poszukując sensu...
PM  
16-08-2017 11:39
[     ]
     
Kochana Dominiko,

Czytam Twój post, a po policzkach same płyną łzy. Chyba potrzebowałam takich słów... Nikt mi Michasia nie zabierze i nie zmieni tego, że jestem Mamą. Dziękuję.

Nawet nie potrafię wyrazić swojej wdzięczności za słowa wsparcia, jakie tu znajduję. To prawda, że ten ból potrafią zrozumieć inne Mamy, które doświadczyły tego samego. Cieszę się, że odnalazłam to forum. Daje mi dużo siły. A posty inny Mam czytam w kółko... Niebawem nauczę się ich na pamięć. Niektóre słowa powtarzam jak mantrę w głowie...to pomaga.

Będę pracować nad oswajaniem swojego bólu.

Tak bardzo mnie cieszy jak czytam, że wszystkie Mamy nie traktują swoich anielskich dzieci jako "przeszłości". To nasze Dzieci. Tu i teraz. To, że odeszły z tego świata nie zmienia tego, że jesteśmy Mamami. Mój mąż powiedział mi dziś coś pięknego. Nawiązując do bolesnych słów, jakie uslyszałam od znajomej, powiedział, że ja również jestem Mamą. Może i moje macierzyństwo jest bardziej bolesne...ale jest. Jedyna różnica jest taka, że to nie ja będę opiekować się moim Synkiem, a On mną. To jedyna różnica między moim, a tym "standardowym" macierzyństwem.

Dziękuję Ci, Dominiko. Tule Cię również do mojego pękniętego serca. 


Re: Poszukując sensu...
PoliLeo  
17-08-2017 07:39
[     ]
     
Droga PM!
Cieszę się, że znajdujesz to na forum pocieszenie. To bardzo ważne dla nas - tak bardzo samotnych w swoim doświadczeniu w "normalnym świecie" (czyt. w świecie szczęśliwych donoszonych porodów, zdrowych, żyjących dzieci). Utrata Dziecka to doświadczenie tak krańcowe, że bardzo trudne do zrozumienia przez ludzi, którzy póki co tego uniknęli. Podobnie jest z tym, że dla nas nasze Dzieci są i będą...To też trudno jest pojąć...Ale to, że ktoś tego nie rozumie, nie sprawia, że naszych Anielskich Dzieci z nami nie ma... Bardzo się cieszę, że masz wsparcie w Mężu!!!! Nadal myślę o Tobie i trzymam kciuki
!!! Przytulam 
Dominika
Mama Polinki ur. 24.01.2013 i Leosia ur. 13.05.2014 zm. 30.10.2014

Re: Poszukując sensu...
PM  
17-08-2017 19:37
[     ]
     
Droga Dominiko,
Widzę po opisie pod postem, że jesteś kilka lat po stracie swojego szkraba. Powiedz mi jak się teraz z tym czujesz? Nauczyłas się żyć z bólem?

Mi ciężko narazie się odnaleźć w świecie... niechętnie rozmawiam ze starymi znajomymi, którzy nie wiedzą co się u mnie działo w tym roku. Nieświadomie potrafią bardzo zranić. A jak powiem co się wydarzyło to nie wiedzą jak się zachować. Zaczynają unikać tematu... to mnie boli, bo nie potrafię udawać, że nic się nie stalo. Boli, że nawet nie pytają o mojego Synka. Jak się rodzi zdrowe dziecko to każdy ma tysiąc pytań - jakie się urodziło, jakie jest, co lubi... Ja przez te 5 mscy bardzo dobrze poznałam Michasia. Dwa miesiące ciazy spędziłam w szpitalu. To był czas, który spędziłam na wsluchiwaniu się we własny organizm. Wiem co mojemu Synkowi smakowało, bo wówczas się żywiołowo ruszał. Dużo doświadczył w tym krótkim czasie na ziemi. Tak bardzo podobny do swojego Taty... Ja również chciałabym o Nim opowiadać. O Nim i o ciazy, która w moim przypadku obfitowala w tragiczne zdarzenia, ale i była pięknym okresem.... a nikt nie pyta... każdy omija temat... przykro

Ściskam Cię mocno.
PM


PoliLeo napisał(a):
> Droga PM!

> Cieszę się, że znajdujesz to na forum pocieszenie. To bardzo ważne dla nas - tak bardzo samotnych w swoim doświadczeniu w "normalnym świecie" (czyt. w świecie szczęśliwych donoszonych porodów, zdrowych, żyjących dzieci). Utrata Dziecka to doświadczenie tak krańcowe, że bardzo trudne do zrozumienia przez ludzi, którzy póki co tego uniknęli. Podobnie jest z tym, że dla nas nasze Dzieci są i będą...To też trudno jest pojąć...Ale to, że ktoś tego nie rozumie, nie sprawia, że naszych Anielskich Dzieci z nami nie ma... Bardzo się cieszę, że masz wsparcie w Mężu!!!! Nadal myślę o Tobie i trzymam kciuki

> !!! Przytulam 


Re: Poszukując sensu...
sylwia l-s  
17-08-2017 22:44
[     ]
     
Dokładnie tak samo odczuwałam świat "świeżo" po stratach jak Ty teraz. Jest to całkowicie normalne. Żałoba i tęsknota robią swoje. Niestety to wszystko trzeba przeżyć , przynajmniej z mojej perspektywy tak to wygląda. Po 11 latach od pierwszej straty mogę napisać z pełną odpowiedzialnością : czas leczy rany. Dziś wiem , że Ci wszyscy ludzie którzy unikali tematu moich dzieci nie byli w stanie , nie chcieli nas ranić. Na swój sposób na pewno chcieli pomóc , ale nie wiedzieli jak. Większość ludzi po prostu nie jest w stanie wyobrazić sobie tego ogromu bólu po stracie dziecka. Boją się bo jak powiedzą coś to pewnie zranią , a jak nie mówią to też ranią. Po latach rozumiem to doskonale. Pamiętam ból który miażdżył mnie za każdym razem. Wspomnienia wracają. Ale dzisiaj cieszę się że moje dzieci były , są i będą. Rozmawiam dużo z mężem. Zastanawiamy się ciągle jak my przeżyliśmy w ogóle te straszne lata. Mimo wszystko jest dobrze. Chociaż nie raz serce zaboli z tęsknoty. 
-------------
Kacper 25tc(*),Marcel 17tc(*),Mikołaj 23tc(*),Okruszek 8tc(*) , Laurka ur.30.03.2011 :))

Re: Poszukując sensu...
PM  
18-08-2017 15:28
[     ]
     
Witaj Sylwia,

To prawda. Ból jest miazdzacy, wręcz fizycznie odczuwalny... Widzę, że wszystkie Aniolkowe Mamy przeżywają wszystko bardzo podobnie... Chyba tak to właśnie jest. Tego bólu nie da się usmierzyc. Go trzeba przeżyć, przetrwać i nauczyć się z nim życ. A po czasie wyciągać z naszych doświadczeń to co najlepsze... tak jak Ty to robisz. Tak naprawdę nie dziwie się zachowaniu ludzi wokół mnie. Może niektóre rzeczy mnie bola, ale nikomu się nie dziwię... Ja tez z trudem patrzyłam w oczy ludziom, których spotkały tragedie. Jedyne co potrafiłam to ich wysciskac. Nie wiedziałam co powiedzieć. Chyba w pewnych momentach nie da się pocieszyć. Można po prostu być i dzielić ten ból z cierpiącą osoba ...

Pozdrawiam Cie serdecznie
PM


sylwia l-s napisał(a):
> Dokładnie tak samo odczuwałam świat "świeżo" po stratach jak Ty teraz. Jest to całkowicie normalne. Żałoba i tęsknota robią swoje. Niestety to wszystko trzeba przeżyć , przynajmniej z mojej perspektywy tak to wygląda. Po 11 latach od pierwszej straty mogę napisać z pełną odpowiedzialnością : czas leczy rany. Dziś wiem , że Ci wszyscy ludzie którzy unikali tematu moich dzieci nie byli w stanie , nie chcieli nas ranić. Na swój sposób na pewno chcieli pomóc , ale nie wiedzieli jak. Większość ludzi po prostu nie jest w stanie wyobrazić sobie tego ogromu bólu po stracie dziecka. Boją się bo jak powiedzą coś to pewnie zranią , a jak nie mówią to też ranią. Po latach rozumiem to doskonale. Pamiętam ból który miażdżył mnie za każdym razem. Wspomnienia wracają. Ale dzisiaj cieszę się że moje dzieci były , są i będą. Rozmawiam dużo z mężem. Zastanawiamy się ciągle jak my przeżyliśmy w ogóle te straszne lata. Mimo wszystko jest dobrze. Chociaż nie raz serce zaboli z tęsknoty. 

Last edited on 18-08-2017 15:31 by PM

Re: Poszukując sensu...
PoliLeo  
18-08-2017 11:16
[     ]
     
Droga PM,
co do kontaktów ze znajomymi, czy nawet rodziną, większość z nas przechodzi to samo...ale tak, jak napisała Sylwia - oni najczęściej nie robią tego ze złej woli...po prostu inaczej nie potrafią, często pewnie uważają, że przemilczenie będzie dla nas lepsze...
Jeśli chciałabyś w tym pomoc im i sobie, może uznasz za stosowne przekazanie im listy życzeń osieroconych rodziców. znajdziesz je tutaj http://www.dlaczego.org.pl/ycie-po-stracie/6-lista-ycze-osieroconych-rodzicow.

Pytasz, jak się czuję z moją stratą...Żyję. Ból jest częścią mnie. Otorbił się wewnątrz mnie. Są chwile, że wychodzi ze swojego kokonu i chwyta mnie nagle za gardło...Jestem kilka lat po stracie, ale czuję się jakby to było wczoraj.To wydarzenie jest we mnie bardzo żywe, bo bardzo zmieniło mnie i moje życie i jego konsekwencje odczuwam do dzisiaj. Pewien rodzaj alienacji w świecie pozostał. Mija zupełnie tylko, gdy jestem w towarzystwie osób po stracie. Ale nie czuję się źle z ludźmi.
Mój Synek jest nadal w moim życiu, sercu i głowie. W moich wyobrażeniach rośnie, zmienia się. Czuję swoją i jego miłość. Myśl o nim rozgrzewa moje serce, dodaje sił, sprowadza uśmiech na moją twarz. Ale czasem oczywiście powoduje żal, że nie możemy być razem. Od niedawna dopiero potrafię odpowiedzieć na pytanie czy mam dzieci, że tak - mam tylko Córkę. Wcześniej zawsze dodawałam, że miałam też Syna. Teraz czuję, że jest to mój ukryty Skarb. W myślach odpowiadam, że mam też Syna. Jakaś Mama po stracie napisała kiedyś, że "nie pokazuję pereł byle komu". Nie chodzi tu o to, by kogokolwiek obrażać, ale po prostu chronić siebie, swoje Anielskie Dziecko i całą tą dla nas realną cudowność, której doświadczamy, a której świat ma prawo nie rozumieć.
Jak się czułam kiedyś...możesz przeczytać w mojej historii http://www.dlaczego.org.pl/naszehistorie/844-mam-cudowna-coreczke-pole-mialam-tez-cudownego-synka-leona-ale-umarl
Ściskam Cię 
Dominika
Mama Polinki ur. 24.01.2013 i Leosia ur. 13.05.2014 zm. 30.10.2014

Re: Poszukując sensu...
taktórapamięta  
18-08-2017 17:33
[     ]
     
Dziewczyny kochane, czytając Wasze wpisy wspominam swoje przeżycia. Wszystko jest prawie tak samo - poczucie wyobcowania, naznaczenia, ja do tej pory, przez 37 lat, myślę ,mam wrażenie, że tylko mnie umarło dziecko. Rodzina, bliscy i znajomi na pewno chcieli dobrze, jednak tej koszmarnej bariery, jaka zaistniała pomiędzy mną a wszystkimi innymi, nic nie zdołało pokonać. Ja tylko chciałanm, żeby minął ten dotkliwy ból duszy, który był bólem fizycznym i ciężkim, duszącym, beznadziejnym. Nie czekałam na powrót dziecka, nie czułam się juz jego mamą, dla mnie od pierwszej chwili odszedł ra zna zawsze. Powoli, bardzo powoli wyszłam na prostą i nagle uświadomiłam sobie, że już nie boli. Dalsze życie ułożyło się dość dobrze, a ja - zapomniałam o moim dziecku. Nawet mój pierwszy nick na tym forum brzmiał: "tacozapomniała".Jak wyrzut. Oto link do mojego pierwszego wpisu:
http://www.dlaczego.org.pl/forum/view.php?bn=nowe_strata&key=1207431165&pattern= 


Re: Poszukując sensu...
PM  
19-08-2017 12:04
[     ]
     
Kochana,

Przeczytałam Twoja historie zawarta w tym linku i w linku z postu poniżej. Zaskoczyły mnie Twoje słowa, w których mówisz, że zapomniałaś o swoim Dziecku. Przecież to nieprawda... Gdyby tak było to nie byłoby Cię tutaj - na forum, na którym wspierasz inne Mamy i dzielisz się swoimi doświadczeniami. Minęło 37 lat, a Ty jesteś tu dla innych. To chyba najlepsze świadectwo ze pamiętasz i masz swoje Anielskie Dzieci głęboko w sercu.

W Twojej historii wyczytałam, że miałaś wówczas dużo wyrzutów sumienia i wątpliwości czy dobrze postąpiłas w niektorych momentach. Jeśli chodzi o ciaze po stracie to powiem Ci, że nawet teraz lekarze mają różne podejście do tematu. Jeden lekarz powiedział mi, że mogę starać się wraz z kolejnym cyklem, inny, że powinnam poczekać pół roku. Co lekarz, to opinia.

Bardzo bardzo mi przykro, że straciłas Synka w takich okolicznościach. Nie ma w tym żadnej Twojej winy. Nawet najmniejszej. Przykre, że życie napisało nam tak bolesne scenariusze. Ciesze się, że masz tak cudowna przyjaciółkę w swojej kuzynce. Widać, że Witus był wyjątkowym chłopcem, bo zdobył serce wielu osób.

Mocno Cię ściskam
PM


taktórapamięta napisał(a):
> Dziewczyny kochane, czytając Wasze wpisy wspominam swoje przeżycia. Wszystko jest prawie tak samo - poczucie wyobcowania, naznaczenia, ja do tej pory, przez 37 lat, myślę ,mam wrażenie, że tylko mnie umarło dziecko. Rodzina, bliscy i znajomi na pewno chcieli dobrze, jednak tej koszmarnej bariery, jaka zaistniała pomiędzy mną a wszystkimi innymi, nic nie zdołało pokonać. Ja tylko chciałanm, żeby minął ten dotkliwy ból duszy, który był bólem fizycznym i ciężkim, duszącym, beznadziejnym. Nie czekałam na powrót dziecka, nie czułam się juz jego mamą, dla mnie od pierwszej chwili odszedł ra zna zawsze. Powoli, bardzo powoli wyszłam na prostą i nagle uświadomiłam sobie, że już nie boli. Dalsze życie ułożyło się dość dobrze, a ja - zapomniałam o moim dziecku. Nawet mój pierwszy nick na tym forum brzmiał: "tacozapomniała".Jak wyrzut. Oto link do mojego pierwszego wpisu:

> http://www.dlaczego.org.pl/forum/view.php?bn=nowe_strata&key=1207431165&pattern= 


Re: Poszukując sensu...
PM  
19-08-2017 07:44
[     ]
     
Kochana,

Zapoznalam się z oboma przesłanym przez Ciebie linkami. Podziele się z Tobą moimi przemyśleniami.

Co do listy życzeń - widać, że została ona napisana przez osobę, która doświadczyła tego samo co my. Zgadzam się ze wszystkim.

Co do Twojej historii...aż dech mi w piersi zaparlo. Spotkała Cię taka tragedia. Wszystko sie przewartosciowalo, i to nawet w relacjach z innymi ludzmi... Jesteś wspaniała i silna kobieta. Cudowna Matka. Ja niestety też się przekonałam o tym, że takie tragedie weryfikuja wszelkie relacje - rodzinne, przyjaźnie... Ode mnie również odsunely się osoby, i to nawet przed wypadkiem i ciaza, jeszcze kiedy wytrwale walczylam o dziecko. Tyle lat bez powodzenia. Do tego doszły problemy zdrowotne i odsunął się ode mnie ktoś bardzo bliski. W końcu trudno się dziwić... stałam się smutna i rozzalona. Nie potrafiłam odnajdywać radości w życiu. Problemy zdominowały moje myślenie. Później pojawiła się ciaza i związana z nią radość, a później znowi nieszczęście za nieszczęściem. Tak to niestety jest, że w dobrych chwilach chce być każdy. W złych przekonujemy się kto jest naszym prawdziwym przyjacielem. Trudno później ponownie zaufać osobie, która opuściła nas w potrzebie... Ja akurat przytoczyłam przykład mojego rozczarowania. Natomiast przez ostatnie miesiące mieliśmy razem z mężem ogromne wsparcie ze strony wielu osób, nawet od osób po których bym się nie spodziewała, niczego nie oczekiwałam. Mamy też bliskich, którzy potrafili do mnie przyjechać na drugi koniec Polski do szpitala. Tak po prostu. Wesprzeć swoją obecnością. Owszem, u mnie również były rozczarowania. Bylo ich zaledwie kilka. Natomiast twiedze, ze mam tez wielu wspaniałych ludzi wokół siebie. To mój największy skarb w zyciu Mam nadzieje ze i Ty natrafilas na dobre duszyczki.

Ja jeszcze nie potrafię mówić o moim Synku w czasie przeszłym. Wiem, że niektórym się może to wydac dziwne... ale na pytania o dzieci, mówię że mam dziecko. Mam Synka, który jest aniołem. Czuje ze jest, mówię mu o wielu rzeczach. Tu i teraz. Wciąż mam go przed oczami. Wspomnienia są tak żywe. ..

Może trzeba przejść przez żałobę, zaakceptować to co się stało, żeby mówić, że się "mialo" Synka, aż w końcu zacząć swoje przeżycia zachowywać dla siebie i najbliższych. Bardzo spodobało mi się porównanie do pereł. Mądre słowa... mam nadzieje, ze i ja do tego dojrzeje.

Barfzo Ci dziękuję za ogromne wsparcie jakie mam od Ciebie. Od Ciebie i innych Mam... to pomaga mi przetrwać te trudne dni.

Ściskam Cię mocno.
PM


PoliLeo napisał(a):
> Droga PM,

> co do kontaktów ze znajomymi, czy nawet rodziną, większość z nas przechodzi to samo...ale tak, jak napisała Sylwia - oni najczęściej nie robią tego ze złej woli...po prostu inaczej nie potrafią, często pewnie uważają, że przemilczenie będzie dla nas lepsze...

> Jeśli chciałabyś w tym pomoc im i sobie, może uznasz za stosowne przekazanie im listy życzeń osieroconych rodziców. znajdziesz je tutaj http://www.dlaczego.org.pl/ycie-po-stracie/6-lista-ycze-osieroconych-rodzicow.

>

> Pytasz, jak się czuję z moją stratą...Żyję. Ból jest częścią mnie. Otorbił się wewnątrz mnie. Są chwile, że wychodzi ze swojego kokonu i chwyta mnie nagle za gardło...Jestem kilka lat po stracie, ale czuję się jakby to było wczoraj.To wydarzenie jest we mnie bardzo żywe, bo bardzo zmieniło mnie i moje życie i jego konsekwencje odczuwam do dzisiaj. Pewien rodzaj alienacji w świecie pozostał. Mija zupełnie tylko, gdy jestem w towarzystwie osób po stracie. Ale nie czuję się źle z ludźmi.

> Mój Synek jest nadal w moim życiu, sercu i głowie. W moich wyobrażeniach rośnie, zmienia się. Czuję swoją i jego miłość. Myśl o nim rozgrzewa moje serce, dodaje sił, sprowadza uśmiech na moją twarz. Ale czasem oczywiście powoduje żal, że nie możemy być razem. Od niedawna dopiero potrafię odpowiedzieć na pytanie czy mam dzieci, że tak - mam tylko Córkę. Wcześniej zawsze dodawałam, że miałam też Syna. Teraz czuję, że jest to mój ukryty Skarb. W myślach odpowiadam, że mam też Syna. Jakaś Mama po stracie napisała kiedyś, że "nie pokazuję pereł byle komu". Nie chodzi tu o to, by kogokolwiek obrażać, ale po prostu chronić siebie, swoje Anielskie Dziecko i całą tą dla nas realną cudowność, której doświadczamy, a której świat ma prawo nie rozumieć.

> Jak się czułam kiedyś...możesz przeczytać w mojej historii http://www.dlaczego.org.pl/naszehistorie/844-mam-cudowna-coreczke-pole-mialam-tez-cudownego-synka-leona-ale-umarl

> Ściskam Cię 


Re: Poszukując sensu...
taktórapamięta  
19-08-2017 09:49
[     ]
     
Jeszcze kilka słów na temat, że "nikt nie pamięta o moim dziecku". Wklejam linka do mojego wpisu sprzed kilku lat, żeby od nowa nie opisywać i nie rozgrzebywać juz zagojonych ran.
http://www.dlaczego.org.pl/forum/view.php?bn=nowe_strata&key=1415654947&pattern= 


Re: Poszukując sensu...
atusia13  
19-08-2017 23:03
[     ]
     
Tyle przeszliście...Tak ciężko znaleźć właściwe słowa...Przytulam do serduszka.
Nie raz przekonasz się, że Twoje maleństwo jest z Tobą. One czuwają nad nami. My z kolei nie przestaliśmy być dla nich rodzicami. Dużo siłyyyy (*). 
Beata
Mama Marcelka z wadą letalną ur.14.05.2009 - zm 24.03.2011 http://funer.com.pl/epitafium,marcel-wysocki,5849,1.html

Re: Poszukując sensu...
PM  
19-08-2017 23:27
[     ]
     
Dziękuję Ci bardzo...

Pozdrawiam serdecznie
PM


atusia13 napisał(a):
> Tyle przeszliście...Tak ciężko znaleźć właściwe słowa...Przytulam do serduszka.

> Nie raz przekonasz się, że Twoje maleństwo jest z Tobą. One czuwają nad nami. My z kolei nie przestaliśmy być dla nich rodzicami. Dużo siłyyyy (*). 


Re: Poszukując sensu...
Marta2222  
20-08-2017 12:55
[     ]
     
Witaj...bardzo mi przykro że do nas dołączyłaś... Mój synek tez miał operację w moim łonie tylko że serca. gdybyś potrzebowała rozmowy to daj znać zawsze możesz napisać 


Re: Poszukując sensu...
asia87  
27-08-2017 23:20
[     ]
     
Nasze dzieci zawsze będą z nami. Ja czuje obecność mojego Synka.
Wszystkie tu wiemy co czujesz. Jak zmarł mój synek, to pierwszy raz w życiu na prawdę chciałam umrzec. Uważałam, że jak ja mogę żyć a mój syn nie, muszę umrzeć żeby się nim opiekować... Lekarze mówili o moim zdrowiu a mnie to nie obchodziło.

Teraz po półtora roku od jego urodzenia mam półroczna córeczkę. Patrząc na nią często myślę o jej bracie. Zastanawiam się czy byli by podobni itd. Ból nigdy nie minie. Nie minie tęsknota. My tylko uczymy się z tym żyć z czasem. Innej rady nie ma ...

Ściskam Cię mocno!! 
Mama Franusia *20.01.2016r.
I Hani 26.01.2017r.

Re: Poszukując sensu...
PM  
29-08-2017 02:02
[     ]
     
Asiu,

Mijają kolejne dni od mojej tragedii a ja odnoszę wrażenie ze jest gorzej, a nie lepiej. Ten ból potrafi zaatakować z taką siłą...nie panuje wówczas nad swoimi emocjami. Płacze i mam w sobie ogromną złość, agresję - nieważne czy jestem sama czy w miejscu publicznym. Od czasu wypadku nie mogę spać. Śpię po 3-4h na noc jeśli dobrze pójdzie. W głowie staram się układać odpowiedzi na ewentualne pytania ludzi, które mogą zabolec. Potem się okazuje, że na nic nie jestem się w stanie przygotować, bo ludzie potrafią (nawet nieswiadomie) tak ogromnie zranić. Mam problemy ze zdrowiem. Okazało się, że wypuszczono mnie niedoleczona ze szpitala i teraz ponosze tego konsekwencje. Mam dość swojego życia. Mało co mnie cieszy, mało co potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Patrzę na swoje życie, które całe dostosowywalam do myśli o własnych przyszłych dzieciach. A teraz... teraz boje się o to czy będę miała ziemskie dzieci. Bardzo się ciesze, ze Tobie tak szybko udało się zostać Mama po raz drugi. Będę chyba żyć nadzieja i marzeniami, że i ja doświadcze kiedyś ziemskiego macierzyństwa.

PM

asia87 napisał(a):
> Nasze dzieci zawsze będą z nami. Ja czuje obecność mojego Synka.
> Wszystkie tu wiemy co czujesz. Jak zmarł mój synek, to pierwszy raz w życiu na prawdę chciałam umrzec. Uważałam, że jak ja mogę żyć a mój syn nie, muszę umrzeć żeby się nim opiekować... Lekarze mówili o moim zdrowiu a mnie to nie obchodziło.
>
> Teraz po półtora roku od jego urodzenia mam półroczna córeczkę. Patrząc na nią często myślę o jej bracie. Zastanawiam się czy byli by podobni itd. Ból nigdy nie minie. Nie minie tęsknota. My tylko uczymy się z tym żyć z czasem. Innej rady nie ma ...
>
> Ściskam Cię mocno!! 

Last edited on 29-08-2017 02:07 by PM

Re: Poszukując sensu...
asia87  
29-08-2017 22:09
[     ]
     
Wiesz, ból i żałoba ma różne etapy. Ja najpierw czułam jakby to się wszystko działo obok mnie, że mam zadania do wykonania. Najpierw, jak dowiedziałam się podczas USG, że serduszko mojego synka nie bije - wiedziałam, że muszę się zmobilizować i go urodzić. Później, mimo, że mąż oganiał wszystkie formalności zmiązane z pgrzebem itd, to też czułam, że jakoś muszę się trzymać. Fala rozpaczy przyszła jak już wszystko "załatwiliśmy" i wróciliśmy sami do domu...
PO jakimś czasie znowu się zablokowalam. Nie potrafiłam płakać... Ból rozrywał mnie od środka a ja nie mogłam się rozpłakać. Myślałam, że już wyczerpałam zapasy łez, że już nie mam czym płakać. Ale przychodziłam tu na forum, czytałam historie, rozmawiałam z innymi mamami i ryczałam. To mi pomagało. Tak jakbym na chwile spuściła powietrze...

Żałoba ma różne etapy, trzeba ją przeżyć tak jak się czuje.

Wiem, że w te chwili nie możesz sobie tego wyobrazić ale z czasem na prawdę będzie Ci lżej oddychać.Z czasem naucczysz się żyć z tą dziurą w sercu..

Mi ciągle zdarza się płakać z tęsknoty za moim synkiem jak nikt nie widzi. Płakałam jak pierwszy raz zobaczyłam moją córeczkę, nie tylko z radości, ale również z żalu, że Franiowi nie było dane wydobyć pierwszego krzyku. Płakałam na chrzcie Hani dlatego, że go nie ma z nami w tak ważnym dniu.

Płacz krzycz jak tylko masz ochotę.
Ja od początku odmawiałam leków uspokających. Jakoś tak podświadomie się buntowałam, że dlaczego mam się uspokajać, dlaczego nie mogę płakać...

Ściskam Cię mocno. 
Mama Franusia *20.01.2016r.
I Hani 26.01.2017r.

Re: Poszukując sensu...
Wera  
31-08-2017 11:16
[     ]
     
Na wszystko daj sobie przyzwolenie, żałoba to jest ten czas na płacz, smutek, złość, krzyk i beradność i trzeba ją przeżyć, każdy dzień krok do przodu i nie raz dwa do tyłu. Tak musi być trzeba się z bólem, tęsknotą i żalem oswoić a na to potrzeba czasu, czasem mniej czasem więcej. Jest o co walczyć bo to Twoje życie i od Ciebie zależy jak dalej będzie wyglądało. Ludzie nie potrafią, a czasem nieumiejętnie podchodzą do śmierci naszych dzieci, teraz kiedy jesteś w takim stanie trudno jest Ci zapanować nad emocjami i każde pytanie czy wspomnienie o zmarłym dziecku powoduje ścisk w sercu i gardle, tak że nie jesteś w stanie o tym mówić. Ja po czasie sama chciałam rozmawiać a okazało się ze nie bardzo miałam z kim, bo po jakimś tam czasie ludzie nie chcą rozdrapywać naszych ran, a nam ta rozmowa jest potrzebna. Wtedy wracałam na forum i do mojej oddanej przyjaciółki która dotąd zawsze w rocznicę śmierci mego dziecka pisze lub dzwoni do mnie żeby mnie wesprzeć i tym samym wiem że ktoś o mojej córce pamięta, a to bardzo ważne. Na stronie głównej Dlaczego w zakładkach masz masę materiałów o żałobie jej etapach i dużo artykułów o postępowaniu medycznym po stracie, zachęcam Cię do poczytania, może Ci w czymś pomogą. Teraz poświęć czas sobie, swojemu zdrowiu, bo tylko jeśli będziesz zdrowa bedziesz mogła starać się o rodzeństwo dla swojego Aniołka. Trzymaj się mocno Cię przytulam. 
mama
Aniołka(25.04.2005r. 8tc)
Helenki ur-zm.25.03.2009r.36tc
Iskierki(20.02.2012r. 7tc) i ziemskiej trójeczki
Last edited on 31-08-2017 11:18 by Wera

Re: Poszukując sensu...
PM  
02-09-2017 11:50
[     ]
     
Witaj,

U mnie wszystko wyglądało i wygląda bardzo podobnie... Na początku działanie zadaniowe. Jak urodziłam Michałka to poczułam falę ogromnej miłości, ale i ...ulgę? radość? Jakby nie docierało do mnie co się dzieje, jakbym cały czas wierzyła, że to się dobrze skończy. Moje pierwsze słowa, jakie zobaczyłam na widok synka: "Jaki on piękny...". A potem... Wystarczyło, że spojrzałam w oczy mojego męża, a już wiedziałam, że to nie skończy się tak jak powinno.

Na stypie potrafiłam się nawet uśmiechnąć. Wierzyłam, że przez to przebrniemy. Byłam pewna, że Michaś nie cierpiał w żadnej chwili i to było dla mnie najważniejsze. Czułam, że jest przy mnie i zawsze będzie. Czułam się Jego Mamą. Byłam pewna, że będzie walczył o ziemskie rodzeństwo i wspierał nas w codziennej walce.

A później, a teraz... Dociera do mnie to co się stało. Ból jest nie do opisania. Doszukuję się co dzień sensu przeżywania kolejnego dnia. Robię to dla męża, Michałka, dla naszej przyszłości. Muszę o nią walczyć. To jest cel, jaki sobie postawiłam. Tak bardzo chciałabym spełnić nasze marzenia.

Wszystko wydaje mi się takie błahe. Codzienne czynności, cele zawodowe, które stopniowo realizowałam. Wszystko co wcześniej cieszyło, teraz nie cieszy. Nie wiem czy to co przeżyłam tak zabiło moją naturalną radość i entuzjazm, jakie zawsze miałam w sobie. Zastąpiły je strach, zmartwienia, złość, ból i żal. Kiedyś tak lubiłam ludzi. Teraz się ich boję. Przez ból, jaki potrafią mi zadać... Mam nadzieję, że będę w końcu silniejsza i nauczę się przed nim bronić.

Nie potrafię opisać, jak ogromne wsparcie znajduję na tym forum. To dla mnie bardzo ważne. Czytam o emocjach i przeżyciach innych Mam i wiem dzięki temu, że to co przeżywam jest naturalne. Czytam o historiach oswojonego bólu i odnalezionej radości w życiu i nabieram nadziei, że i ja tego doświadczę. Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia.

Czekając na lepsze dni,
PM

asia87 napisał(a):
> Wiesz, ból i żałoba ma różne etapy. Ja najpierw czułam jakby to się wszystko działo obok mnie, że mam zadania do wykonania. Najpierw, jak dowiedziałam się podczas USG, że serduszko mojego synka nie bije - wiedziałam, że muszę się zmobilizować i go urodzić. Później, mimo, że mąż oganiał wszystkie formalności zmiązane z pgrzebem itd, to też czułam, że jakoś muszę się trzymać. Fala rozpaczy przyszła jak już wszystko "załatwiliśmy" i wróciliśmy sami do domu...
> PO jakimś czasie znowu się zablokowalam. Nie potrafiłam płakać... Ból rozrywał mnie od środka a ja nie mogłam się rozpłakać. Myślałam, że już wyczerpałam zapasy łez, że już nie mam czym płakać. Ale przychodziłam tu na forum, czytałam historie, rozmawiałam z innymi mamami i ryczałam. To mi pomagało. Tak jakbym na chwile spuściła powietrze...
>
> Żałoba ma różne etapy, trzeba ją przeżyć tak jak się czuje.
>
> Wiem, że w te chwili nie możesz sobie tego wyobrazić ale z czasem na prawdę będzie Ci lżej oddychać.Z czasem naucczysz się żyć z tą dziurą w sercu..
>
> Mi ciągle zdarza się płakać z tęsknoty za moim synkiem jak nikt nie widzi. Płakałam jak pierwszy raz zobaczyłam moją córeczkę, nie tylko z radości, ale również z żalu, że Franiowi nie było dane wydobyć pierwszego krzyku. Płakałam na chrzcie Hani dlatego, że go nie ma z nami w tak ważnym dniu.
>
> Płacz krzycz jak tylko masz ochotę.
> Ja od początku odmawiałam leków uspokających. Jakoś tak podświadomie się buntowałam, że dlaczego mam się uspokajać, dlaczego nie mogę płakać...
>
> Ściskam Cię mocno. 

Last edited on 02-09-2017 11:56 by PM

Re: Poszukując sensu...
PM  
04-09-2017 00:38
[     ]
     
Drogie Mamy,

Powiedzcie mi proszę jak spicie? Ja mam z tym naprawdę duży problem... nie potrafię uspokoic myśli, odprężyć się i zasnąć o przyzwoitej porze. Od maja przesypiam na noc zaledwie parę godzin. Wieczorami i nocami ten ból, strach i rozpacz totalnie mnie obezwladniaja. Paralizuja. Ból jakby miażdżył klatkę piersiową.

Nie biorę żadnych leków uspokajających ani nasennych. Może któraś z Mam będzie mi w stanie podpowiedzieć jak sobie z tym radzić.

PM 


Re: Poszukując sensu...
Agni  
04-09-2017 08:53
[     ]
     
Witaj,

Widzę, ze mamy ten sam problem, z tym ze u mnie najgorzej jest nad ranem, prawie codziennie towarzyszy mi uścisk w klatce piersiowej. Moja psycholog twierdzi, ze to normalna reakcja organizmu na stres, w końcu przeżyłyśmy ogromna traumę. Musi minąć trochę czasu za nim wszystko się unormuje. Sama nie jestem zwolenniczka tabletek uspokajających, jednak doraźnie jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziły wiec po co się męczyć. Na rynku dostępnych jest wiele naturalnych ziołowych środków uspokajających, które spokojnie możesz brać nawet codziennie plus np. herbatka z melisy. Może spróbuj tez uprawiać jakiś sport przez snem? W moim przypadku godzinny spacer z psem lub basen bardzo pomagają.

Pozdrawiam serdecznie
Agni 


Re: Poszukując sensu...
PM  
04-09-2017 10:41
[     ]
     
Agni,

Dziękuję Ci bardzo za te rady. Może spróbuję jakichś naturalnych leków czy ziołowych herbatek.

Przeczytałam Twoją historię i jestem bardzo poruszona... U mnie dwa dni walczono ze skurczami. Niestety żadne kroplówki nie pomagały. Skurcze były wynikiem infekcji jaka weszła w mój organizm. Mówiono mi, że sytuacja jest poważna i zagraża mojemu życiu, a jedynie poród to zagrożenie zmniejszy. Mój Synek jakby wiedział o tym. Sam pchał się do wyjścia na ten świat. Nie chciałam tego, chciałam kolejnych kroplówek... Gdybym tylko mogła to ja bym poświęciła swoje życie, żeby on mógł żyć, ale czuję, że to właśnie on poświęcił swoje dla mnie. I mimo rozdzierającego bólu, jaki mi towarzyszy próbuję go nie zawieźć... Walczyć, wykorzystać dany mi czas.

Agni, czy wiesz skąd u Ciebie wzięły się skurcze? Czy również walczyłaś z infekcją?

Moje najszczersze wyrazy współczucia... Ściskam.

PM


Agni napisał(a):
> Witaj,

>

> Widzę, ze mamy ten sam problem, z tym ze u mnie najgorzej jest nad ranem, prawie codziennie towarzyszy mi uścisk w klatce piersiowej. Moja psycholog twierdzi, ze to normalna reakcja organizmu na stres, w końcu przeżyłyśmy ogromna traumę. Musi minąć trochę czasu za nim wszystko się unormuje. Sama nie jestem zwolenniczka tabletek uspokajających, jednak doraźnie jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziły wiec po co się męczyć. Na rynku dostępnych jest wiele naturalnych ziołowych środków uspokajających, które spokojnie możesz brać nawet codziennie plus np. herbatka z melisy. Może spróbuj tez uprawiać jakiś sport przez snem? W moim przypadku godzinny spacer z psem lub basen bardzo pomagają.

>

> Pozdrawiam serdecznie

> Agni 


Re: Poszukując sensu...
Agni  
05-09-2017 08:52
[     ]
     
Droga Pm,

Tak bardzo mi przykro, ze straciłaś swoje maleństwo.

W moim przypadku lekarze nie byli w stanie stwierdzić co bylo przyczyna skurczy. Badania nie wykazały infekcji ani żadnych innych nieprawidłowości. Pewnie do końca życia będę sobie zadawała pytanie co tak naprawdę się stało. Ten brak wiedzy sprawia, ze bardzo boje się kolejnej ciąży, bo nikt nie jest w stanie mi zagwarantować, ze to się już nigdy nie powtórzy.

PM jeżeli będziesz miała jeszcze jakieś pytania lub po prostu chciała z kimś porozmawiać to pisz śmiało.

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Agnieszka 


Re: Poszukując sensu...
PM  
04-09-2017 13:28
[     ]
     
Moja przyjaciółka ma niebawem wesele... Dużo na temat tego wesela rozmawialiśmy razem z mężem. Takie wyjście, impreza totalnie nie pasuje to tego co obecnie przeżywamy. Natomiast nie wyobrażam sobie nie być częścią tak ważnego wydarzenia w życiu mojej przyjaciółki. Powiedziałam jej o tym co postanowiliśmy - że na ślubie będziemy i na wesele również przyjedziemy. I zobaczymy jak będziemy się czuć. Może zostaniemy na obiedzie i po nim pojedziemy do domu. Może zostaniemy dłużej, jeśli będziemy się czuli dobrze. Na pewno nie chce tam siedzieć i płakać. Powiedziałam jej wszystko szczerze. Nie zrozumiała. Była wściekła. Powiedziala, że wykręcam się z wesela i że odcinam się od ludzi.
Zabolało. Sprawiła mi ogromną przykrość... Przyjaciółka powinna zrozumieć, a przynajmniej uszanować............

Dzisiaj byłam na zakupach. Przede mną w kolejce do jednego stoiska Pani z wózkiem i małym roześmianym dzieckiem. Zakupy robiłam płacząc. Ludzie się za mną oglądali.

Codzienność tak bardzo boli........ Rozdziera serce. Proste rzeczy stają się wyzwaniem. 

Last edited on 04-09-2017 13:32 by PM

Re: Poszukując sensu...
asia87  
04-09-2017 22:47
[     ]
     
Wiesz, nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Nie jest w stanie sobie wyobrazić co teraz czujesz.
Ja czasami miałam wrażenie, że niektórzy, nawet w pozoru bliscy mi ludzie, mają ochotę powiedzieć coś w stylu dlaczego tak płaczesz i przeżywasz. Jesteś młoda, będziesz mieć kolejne dzieci. Ludzie tracą "ciążę" i żyją.

Wiem, że nie byli w stanie wyobrazić sobie, że dla mnie to nie była "ciąża" tylko mój Syn. Którego czułam, który się urodził, ma imię.

Wiem, że to przykre ale ja zredukowałam grupę przyjaciół, znajomych po tym co się wydarzyło. Przekonałam się na którą z "przyjaciółek" mogę liczyć, a która chce być ze mną tylko jak jest dobrze. Wyjść na kawe, pogadać o bzdurach.

Jak zmarł mój syn, to myślałam, że nikogo nie potrzebuje. Ale dopiero z czasem doceniłam te wszystie osoby, które wtedy były ze mną, mimo iż ja nie byłam za miłym kompanem.
Nie oceniam teraz Twojej przyjaciółki. Może ona nie potrafi zrozumieć jak się teraz czujesz, i że nie masz ochoty na zabawę. Ja 5 miesięcy po śmierci mojego syna też miałam wesele, na które nie poszłam. Nie chciałam wiedzieć ludzi, którzy się dobrze bawią, bałam się, że znajomi nie będą wiedzieli jak ze mną rozmawiać. Czasami miałam wrażenie, że ludzie nie wiedząc jak się zachować traktują mnie jak "śmierdzące jajo". Boją się coś powiedzieć, żeby nie sprawić mi przykrości. 
Mama Franusia *20.01.2016r.
I Hani 26.01.2017r.

Re: Poszukując sensu...
PM  
05-09-2017 09:31
[     ]
     
Dziękuję Ci, Asiu. Dzięki takim postom uświadamiam sobie, że to co dzieje się w życiu nie jest "nienormalne".

Właśnie takie sytuacje - błahe, codzienne - uświadamiają mi jak wielopłaszczyznowa jest tragedia, przez którą przechodzę. Jest to trudne. Bardzo. Nie jest to pierwsza żałoba po śmierci bliskiej mi osoby, ale zdecydowanie najtrudniejsza.

Teraz mam czas, który spędzam w większości w samotności w domu, na nauce, samorozwoju, na celach, które postawiono mi w pracy. Nie umniejsza to bólu, ale zajmuje czas i myśli, które są dla mnie tak mordercze. Spotykam się tylko z najbliższymi, którzy byli ze mną przez ostatnie miesiące, którzy wspierali... Wiedzą co u mnie, nie dziwią się smutkowi wymalowanemu na twarzy. Nie musze niczego udawać. Mam kilku znajomych, z którymi mam kontakt raz do roku, ale na takie spotkania po prostu nie mam ochoty... Nie chcę opowiadać "co u mnie", nie chcę przez to przechodzić jeszcze raz. Nie teraz. Nie chce nakładać na usta sztucznego uśmiechu, bo przecież tak rzadko się widzimy i "wypada". Moja Mama mówi, że jeśli jakieś znajomości mają przetrwać to to przetrwają. Nawet jeśli mielibyśmy odnowić kontakt za dłuższy czas. Strasznie przeżywam to co powiedziała mi przyjaciółka. Ona po prostu nie rozumie. Nigdy nie żegnała osoby, którą kochała. Nie mówiąc o stracie dziecka... Wyjdziemy "do ludzi", na imprezy, wrócimy do dawnego życia jak będziemy gotowi, jak przejdziemy przez smutny czas żałoby. Nie wiem ile to potrwa... Miesiąc? Rok? Dwa lata? Do czasu jak, daj Boże, znowu zostaniemy rodzicami? Nie wiem... Jesteśmy w żałobie i chyba mamy prawo ją przeżywać...

PM 


Re: Poszukując sensu...
PM  
05-09-2017 09:38
[     ]
     
I co do Twoich emocji dot straty to mam identycznie. Mi ta przyjaciółka też powiedziała, że przecież dużo kobiet traci pierwsze ciąże. A czy to umniejsza tragedii? Dla mnie to też nie była "utracona ciąża" tylko mój Syn, którego urodziłam, o którego tak długo i wytrwale się staraliśmy, silny chłopiec, który motywował mnie do walki i nadal to robi. A jak słyszę, że "jesteś młoda, będziesz miała jeszcze dzieci" to krew mnie zalewa. To nie fabryka... i właśnie nie wiadomo czy będę miała. A nawet jeśli to żadne maleństwo nie zastąpi mi Michasia... Jak ja bardzo za nim tęsknię... Nie wyobrażam sobie świąt w tym roku... 


Re: Poszukując sensu...
Mamusia Pawełka  
05-10-2017 21:18
[     ]
     
Czytając Twój wpis przypomniał mi się pewien obraz... Jakby to było wczoraj... Dwa miesiące po śmierci Pawelka przyszedł czas na powrót do pracy. Po długim chorobowym - medycyna pracy. Kolejka... A w kolejce do lekarzy ja - przestraszona obecnością ludzi, placzaca. Pamiętam ile mnie kosztowało to żeby stamtąd nie uciec. Pytania lekarki: Dzieci? Brak. Przebyte ciąże? Z rozpędu wpisane "zero" - JEDNA!!!

Ciągle boli, ale inaczej...
Da się żyć, uśmiechać, kochać dzieci innych...
Tylko na to potrzeba czasu, ogromu wylanych łez, czasem pomocy specjalistów...

Dużo sił życzę bo ciężka droga przed Tobą!!!
Pamiętaj jednak ze dasz radę - masz nasze wsparcie - wsparcie Aniolkowych Mam 😊
Światełka dla naszych Chłopców (*)(*)(*)
PM napisał(a):
> Moja przyjaciółka ma niebawem wesele... Dużo na temat tego wesela rozmawialiśmy razem z mężem. Takie wyjście, impreza totalnie nie pasuje to tego co obecnie przeżywamy. Natomiast nie wyobrażam sobie nie być częścią tak ważnego wydarzenia w życiu mojej przyjaciółki. Powiedziałam jej o tym co postanowiliśmy - że na ślubie będziemy i na wesele również przyjedziemy. I zobaczymy jak będziemy się czuć. Może zostaniemy na obiedzie i po nim pojedziemy do domu. Może zostaniemy dłużej, jeśli będziemy się czuli dobrze. Na pewno nie chce tam siedzieć i płakać. Powiedziałam jej wszystko szczerze. Nie zrozumiała. Była wściekła. Powiedziala, że wykręcam się z wesela i że odcinam się od ludzi.

> Zabolało. Sprawiła mi ogromną przykrość... Przyjaciółka powinna zrozumieć, a przynajmniej uszanować............

>

> Dzisiaj byłam na zakupach. Przede mną w kolejce do jednego stoiska Pani z wózkiem i małym roześmianym dzieckiem. Zakupy robiłam płacząc. Ludzie się za mną oglądali.

>

> Codzienność tak bardzo boli........ Rozdziera serce. Proste rzeczy stają się wyzwaniem. 

***Pełno nas, a jakoby nikogo nie było: Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.***
Mamusia Pawełka *+10.01.2015

Re: Poszukując sensu...
PM  
06-10-2017 22:23
[     ]
     
Mamo Pawełka,

Dziękuję Ci bardzo za słowa wsparcia... To bardzo dużo dla mnie znaczy. Niestety podobne przeżycia mam za soba. Powrót do pracy, badania...a na badaniach szczegółowe pytania o ostatnie msc. O wszystko...wypadek, operacje, poród... Rozplakalam się jeszcze w gabinecie. W samochodzie uspokajałam przez pół godziny.

Daje sobie przyzwolenie na wiele rzeczy. Jak mam ochotę płakać, to płacze. Nie ważne gdzie jestem. Nawet w pracy potrafię zamknąć się na jakis czas w łazience, żeby dać upust emocjom. Boli mnie widok dzieci, unikam miejsc i okoliczności, w których musiałabym z nimi przebywać. Wiem ze to okrutne ale tak łatwiej... Pomaga choć troszkę przetrwać. Mam nadzieje ze dojdę do takiego etapu o jakim piszesz.

Ściskam Cię serdecznie a dla Twojego Synka zapalam światełko (*)
PM



Mamusia Pawełka napisał(a):
> Czytając Twój wpis przypomniał mi się pewien obraz... Jakby to było wczoraj... Dwa miesiące po śmierci Pawelka przyszedł czas na powrót do pracy. Po długim chorobowym - medycyna pracy. Kolejka... A w kolejce do lekarzy ja - przestraszona obecnością ludzi, placzaca. Pamiętam ile mnie kosztowało to żeby stamtąd nie uciec. Pytania lekarki: Dzieci? Brak. Przebyte ciąże? Z rozpędu wpisane "zero" - JEDNA!!!
>
> Ciągle boli, ale inaczej...
> Da się żyć, uśmiechać, kochać dzieci innych...
> Tylko na to potrzeba czasu, ogromu wylanych łez, czasem pomocy specjalistów...
>
> Dużo sił życzę bo ciężka droga przed Tobą!!!
> Pamiętaj jednak ze dasz radę - masz nasze wsparcie - wsparcie Aniolkowych Mam 😊
> Światełka dla naszych Chłopców (*)(*)(*)
> PM napisał(a):
> > Moja przyjaciółka ma niebawem wesele... Dużo na temat tego wesela rozmawialiśmy razem z mężem. Takie wyjście, impreza totalnie nie pasuje to tego co obecnie przeżywamy. Natomiast nie wyobrażam sobie nie być częścią tak ważnego wydarzenia w życiu mojej przyjaciółki. Powiedziałam jej o tym co postanowiliśmy - że na ślubie będziemy i na wesele również przyjedziemy. I zobaczymy jak będziemy się czuć. Może zostaniemy na obiedzie i po nim pojedziemy do domu. Może zostaniemy dłużej, jeśli będziemy się czuli dobrze. Na pewno nie chce tam siedzieć i płakać. Powiedziałam jej wszystko szczerze. Nie zrozumiała. Była wściekła. Powiedziala, że wykręcam się z wesela i że odcinam się od ludzi.
> > Zabolało. Sprawiła mi ogromną przykrość... Przyjaciółka powinna zrozumieć, a przynajmniej uszanować............
> >
> > Dzisiaj byłam na zakupach. Przede mną w kolejce do jednego stoiska Pani z wózkiem i małym roześmianym dzieckiem. Zakupy robiłam płacząc. Ludzie się za mną oglądali.
> >
> > Codzienność tak bardzo boli........ Rozdziera serce. Proste rzeczy stają się wyzwaniem. 

Last edited on 06-10-2017 22:26 by PM

Re: Poszukując sensu...
mama Janka  
05-09-2017 14:52
[     ]
     
Witaj wśród Nas ... mam wybranych ... mających swoje anioły - czytając Twoją historię - po części czułam jakby była moja - jestem mamą anielskiego Janka, który skończył już 5 niebiańskich lat - mam także synka tutaj na ziemi 8 latka - ja także nie wiedziałam że moja wspaniała ciąża może zakończyć się takim dramatem - nie wyobrażałam sobie jak można przeżyć śmierć własnego dziecka ... a jednak można ... Tak jak mówisz ja jestem tą samą osobą le jakże różną - moje życie dzielę na dwa eteapy - "PRZED" - radosna uśmiechnięta - wieczna optymistka - i "PO" - bojąca się wszystkiego i wszystkich - umykająca do świata książek (tak one mi pomogły bardzo dużo) i płacząca po kątach - ta z maską na twarzy. Życzę Ci duzo sił na kolejne miesiące, lata - nie jest to łatwy czas - ale powoli powoduje, że wracamy do normalności. 
mama Janka

Re: Poszukując sensu...
PM  
07-09-2017 01:02
[     ]
     
Witaj Mamo Janka,

Przykro mi z powodu tego co Cię spotkało. Powiedz mi, po 5 latach, czy czujesz ze oswoilas ból, z którym przyszło Ci żyć? Czy dawna Ty - radosna i optymistyczna - zniknęła na dobre czy bywasz czasem dawna sobą? Zastanawiam się czy to co przeżywam nie zmieni mnie bezpowrotnie.

Pozdrawiam
Patrycja

PM 


Re: Poszukując sensu...
mama Janka  
02-10-2017 15:03
[     ]
     
Pytasz czy oswoiłam ból - myślę, że tak ... choć bywają momenty w życiu, gdy wszystko wraca ... tak nagle ... ze dwojoną siłą ... tęsknota ból ... placz ... krzyk i to pytanie dlaczego? DLACZEGO? jak by to było dizisja - jaki Janek by był ?
Radość wraca czasami - optymizm hm chyba już nie - zawsze wierzyłam, że wszystko się dobrze kończy - teraz wiem, że jednak nie - że życie zaskakuje w najmniej odpowiednim momencie. 
mama Janka

Re: Poszukując sensu...
Bozena P  
11-09-2017 08:56
[     ]
     
Pani Patrycjo co u Pani? Nie widać Pani na forum ...martwię się czy wszystko u Pani w porządku?Pozdrawiam serdecznie Bożena 


Re: Poszukując sensu...
PM  
11-09-2017 23:07
[     ]
     
Witam Pani Bożenko,

Tak to ja :). Przepraszam za tą zwłokę w odpowiedzi, odpisałam już pod Pani postem. Bardzo mi miło, że Pani o mnie pomyślała.

Patrycja

PM


Bozena P napisał(a):
> Pani Patrycjo co u Pani? Nie widać Pani na forum ...martwię się czy wszystko u Pani w porządku?Pozdrawiam serdecznie Bożena 


Neibos
neibos  
14-09-2017 00:33
[     ]
     
Wiele przeszlas. Wiele za nami bolu i cierpienia. Zla jednak bywam na los i nawet na Boga ze kobiety ktore zasluguja na taki dar nie moga go miec. Ciezko mi Ciebie pocieszyc dobrym slowem bo rozumiem ze nic nie pomoze .slowa wsparcia jedynie takie jak : jestesmy tutaj razem w bolu ktory tylko my rozumieny . Czas troszke pomoze ...pomaga oswoic sie z rzeczami i sytuacjami np.widokiem malych dzieci. Ale trzeba czasu trzeba poczekac . Czas nie stoi w miejscu.

Sciskam mocno i wspieram mysla ciebie wtych trudnych chwilach 
Ewelinka.mama Lenusi zm.luty 2013 .

Re: Neibos
PM  
17-09-2017 08:46
[     ]
     
Witaj Neibos,

Bardzo dziękuję za Twoje słowa wsparcia.

Juz od wielu lat zadaje sobie to pytanie, czemu życie jest takie niesprawiedliwe. To bardzo boli. Walka, która toczymy tu wszystkie jest bardzo trudna. To walka z własnymi wspomnieniami, myślami, wyobrażeniami, codziennością, z własną psychiką... oby czas był dobrym sojusznikiem w tej walce.

Pozdrawiam Cię serdecznie

PM


neibos napisał(a):
> Wiele przeszlas. Wiele za nami bolu i cierpienia. Zla jednak bywam na los i nawet na Boga ze kobiety ktore zasluguja na taki dar nie moga go miec. Ciezko mi Ciebie pocieszyc dobrym slowem bo rozumiem ze nic nie pomoze .slowa wsparcia jedynie takie jak : jestesmy tutaj razem w bolu ktory tylko my rozumieny . Czas troszke pomoze ...pomaga oswoic sie z rzeczami i sytuacjami np.widokiem malych dzieci. Ale trzeba czasu trzeba poczekac . Czas nie stoi w miejscu.

>

> Sciskam mocno i wspieram mysla ciebie wtych trudnych chwilach 


Re: Poszukując sensu...
Agni  
14-10-2017 23:07
[     ]
     
Witaj Patrycja,

Myślałam dzisiaj o Tobie. Co u Ciebie? Jak sobie radzisz?

Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka 


Re: Poszukując sensu...
PM  
15-10-2017 20:45
[     ]
     
Cześć Agnieszka,

Ale mi milo, że napisałaś... Dziekuje.

Co u mnie... Wróciłam do pracy. Nie było łatwo. Badania kontrolne, szczegółowe pytania o ostatnie msc i mój płacz. W pracy nie miałam żadnej taryfy ulgowej, od razu weszłam na wysokie obroty, nowe wyzwania. Ludzie okazali się kochani i wyrozumiali. Dwie zaledwie osoby nie wiedziałyco się stało i palnely...ale szybko się zreflektowaly. Uczę się do kolejnego egzaminu do certyfikatu, na który mnie wysłali, w perspektywie mam wyjazd na parę dni na szkolenie zagranicę i krotki urlop w Paryżu z przyjaciółmi. Udało nam się wygrać sprawy z ubezpieczycielem, bez rozprawy sądowej, pomógł znajomy prawnik. Dzięki temu odbilismy się od dna, splacilismy długi, odbudowujemy oszczędności, w planach mamy wspomniany urlop i...kolejny transfer. Po mojej infekcji zostało tylko wspomnienie. Jestem zdrowa. Udało się po ponad 2 msc. Zaledwie pare dni po smierci mojego Synka przydreptal do nas bezdomny kociak. Przygarnelismy go. Ostatecznie trafi on niebawem do moich rodziców. Nie może z nami zostać ze względów zdrowotnych. Niestety. Natomiast ten futrzak pomógł mi się podnieść. Zaczęłam się przy nim uśmiechać.

Zaczęłam nabierać nadziei na lepszą przyszłość. Czuje, ze mój Synek czuwa nad nami. Czuje, ze to dzięki Niemu znaleźliśmy się na wznoszącej fali. Zaczęłam cieszyć się, że przeżyłam wypadek. Zaczęłam się uśmiechać. Są chwilę w których jestem szczesliwa. Pisze wciąż do Niego listy. Dziękuję za chwile, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Z moim mężem jesteśmy tak blisko jak nigdy. Tr wszystkie tragedie bardzo nas do siebie zbliżyły.

I to wszystko mimo tęsknoty i bólu, który wciąż towarzyszy. Pomimo nocnych ataków histerii i bolesnych wspomnień. Pomimo rozrywajacego bólu wywołującego płacz. Pozwalam sobie na płacz. Potrafię się nawet zamknąć w toalecie w pracy jeśli czuje taka potrzebę. Jesteśmy z mężem skoncentrowani na sobie. Unikamy sytuacji które mogą wywolac ból. Byliśmy już nawet na kilku większych imprezach. Nie obylo się bez płaczu po kątach, ale byłam w stanie rozmawiać z ludźmi. Nawet obcymi. A to dla mnie niewiarygodny postęp w stosunku do tego co było parę msc temu.

I to tyle kochana. Ból jest. Staram sie tylko żeby nie zawładnąl moim życiem. Walczę o szczęście. Nabieram nadziei...

A jak u Ciebie? Jeszcze raz dziękuję ze napisałaś....

Całuje i ściskam
PM


Agni napisał(a):
> Witaj Patrycja,

>

> Myślałam dzisiaj o Tobie. Co u Ciebie? Jak sobie radzisz?

>

> Pozdrawiam serdecznie,

> Agnieszka 


Re: Poszukując sensu...
Agni  
18-10-2017 11:53
[     ]
     
Co u mnie...żyję, egzystuje ale czy jestem szczęśliwa? chyba nie, choć mam obok siebie cudownego faceta, to jakoś ostatnio bardzo tęsknie za moim synkiem, za ciążą - zazdroszczę innym kobietom, czuję się od nich gorsza i bardzo nie lubię tego uczucia. Odliczam dni kiedy znów będę mogła zajść w ciąże... a jakoś mam wrażenie, że czas stoi w miejscu.

Bardzo się cieszę, że u Ciebie lepiej:)Jestem pewna, że Twój synek jest dumny z tego jak sobie radzisz.
Dobrze, że masz pracę którą lubisz i która pochłania tyle czasu, jedna z mam napisała mi, że dobrze jest zająć czymś głowę, to pomaga nam chociaż trochę powrócić do życia do normalności..

My też mamy zwierzaka, zaadoptowaliśmy pieska:) uważam, że był to świetny pomysł, bo dzięki niemu znów zaczynam się uśmiechać plus te codzienne spacery bardzo pomagają pozbierać myśli...szkoda, że kociak nie może zostać z wami.

Pięknie to napisałaś kochana, musimy walczyć o nasze szczęście, wierzyć, że kiedyś będzie lepiej i że nasze dzieci nam w tym pomogą:)


Ściskam Cię mocno,
Agnieszka 


Re: Poszukując sensu...
PM  
18-10-2017 15:56
[     ]
     
Oj kochana... odswiezylam sobie Twoja historie i jestem tam samo wstrzasnieta jak za pierwszym razem, gdy ja czytałam. To tak niesprawiedliwe, że tak mało czasu było dane nam z naszymi Synkami tu na ziemi.

Dziękuje za Twoje słowa. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Tak bardzo się ciesze, ze dzięki temu forum znalazłam tyle mądrych i serdecznych kobiet.

Jeśli chodzi o zazdrość...Niestety to uczucie zżera mnie od środka. Boli widok kobiety w ciąży, boli widok małego dziecka, boli nawet myśl o tym ze znajome bez najmniejszych problemów zachodzą w ciaze i rodzą dzieci. U mnie ciaza była cudem. Cudem, który za szybko się skończył. I mój Syn...długo wyczekiwany, mój cud... Mój Syn, którego nie będzie dane mi wychować. Nigdy nie pogodze sie z tym co mnie spotkało.

Zawsze miałam zadaniowe podejście do życia. Teraz tez wstaje rano, ubieram na twarz maskę i robie co do mnie należy. Moim zadaniem jest teraz oswajanie bólu. Moim marzeniem i dążeniem jest kolejną ciaza. Czy jestem szczesliwa? Chyba tak. Mimo tego przez co przeszliśmy, mimo rozpaczy, która codzień dźwigam ze sobą, mimo ludzi którzy się odwrócili w tych złych momentach. Staram sie nie myslec o tym co stracilam, a o tym co mam. Musze tak myslec, bo inaczej zwariuje. Powtarzam sobie, ze zostalam Mama i mam Syna. Mam rodzinę na której mogę polegac, wiem kto jest mi prawdziwym przyjacielem. Tak mysle...realizuje się na wielu płaszczyznach - mam życie, prace, pasje o jakich marzyłam jako dziecko, a potem nastolatka. Tylko, ze to wszystko to tylko otoczka. Dla mnie zawsze byla i bedzie najwazniejsza rodzina. Niestety wiem, że pełni szczęścia doznam jeśli spełnię się jako Mama i wychowam rodzeństwo Michasia. Chociaż i tak czasem wątpię czy nawet wówczas doznam tej pełni szczescia. Czy w ogole bedzie mialo to miejsce? Czy może moje serce będzie zawsze wypełnione bólem? Nie wiem. Boje się. Boje się tego co mnie spotka. Choć z drugiej strony czy jest mnie w stanie coś teraz złamać? Staram się spoglądać z nadzieją w przyszłość.

Kochana, bardzo się ciesze, ze masz tak ogromne wsparcie u swojego męża i czworonoznego przyjaciela. Ile zalecono Ci poczekać z kolejną ciaza? Oby ten czas, który Ci narzucono przyniósł choć trochę ukojenia. Ciężko nas życie doświadczyło. W życiu bym nie przypuszczała, że przyjdzie mi się zmagać z tak traumatycznymi sytuacjami...

Ściskam Cię serdecznie
PM

Agni napisał(a):
> Co u mnie...żyję, egzystuje ale czy jestem szczęśliwa? chyba nie, choć mam obok siebie cudownego faceta, to jakoś ostatnio bardzo tęsknie za moim synkiem, za ciążą - zazdroszczę innym kobietom, czuję się od nich gorsza i bardzo nie lubię tego uczucia. Odliczam dni kiedy znów będę mogła zajść w ciąże... a jakoś mam wrażenie, że czas stoi w miejscu.

>

> Bardzo się cieszę, że u Ciebie lepiej:)Jestem pewna, że Twój synek jest dumny z tego jak sobie radzisz.

> Dobrze, że masz pracę którą lubisz i która pochłania tyle czasu, jedna z mam napisała mi, że dobrze jest zająć czymś głowę, to pomaga nam chociaż trochę powrócić do życia do normalności..

>

> My też mamy zwierzaka, zaadoptowaliśmy pieska:) uważam, że był to świetny pomysł, bo dzięki niemu znów zaczynam się uśmiechać plus te codzienne spacery bardzo pomagają pozbierać myśli...szkoda, że kociak nie może zostać z wami.

>

> Pięknie to napisałaś kochana, musimy walczyć o nasze szczęście, wierzyć, że kiedyś będzie lepiej i że nasze dzieci nam w tym pomogą:)

>

>

> Ściskam Cię mocno,

> Agnieszka 


Re: Poszukując sensu...
PM  
18-10-2017 15:56
[     ]
     
Oj kochana... odswiezylam sobie Twoja historie i jestem tam samo wstrzasnieta jak za pierwszym razem, gdy ja czytałam. To tak niesprawiedliwe, że tak mało czasu było dane nam z naszymi Synkami tu na ziemi.

Dziękuje za Twoje słowa. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Tak bardzo się ciesze, ze dzięki temu forum znalazłam tyle mądrych i serdecznych kobiet.

Jeśli chodzi o zazdrość...Niestety to uczucie zżera mnie od środka. Boli widok kobiety w ciąży, boli widok małego dziecka, boli nawet myśl o tym ze znajome bez najmniejszych problemów zachodzą w ciaze i rodzą dzieci. U mnie ciaza była cudem. Cudem, który za szybko się skończył. I mój Syn...długo wyczekiwany, mój cud... Mój Syn, którego nie będzie dane mi wychować. Nigdy nie pogodze sie z tym co mnie spotkało.

Zawsze miałam zadaniowe podejście do życia. Teraz tez wstaje rano, ubieram na twarz maskę i robie co do mnie należy. Moim zadaniem jest teraz oswajanie bólu. Moim marzeniem i dążeniem jest kolejną ciaza. Czy jestem szczesliwa? Chyba tak. Mimo tego przez co przeszliśmy, mimo rozpaczy, która codzień dźwigam ze sobą, mimo ludzi którzy się odwrócili w tych złych momentach. Staram sie nie myslec o tym co stracilam, a o tym co mam. Musze tak myslec, bo inaczej zwariuje. Powtarzam sobie, ze zostalam Mama i mam Syna. Mam rodzinę na której mogę polegac, wiem kto jest mi prawdziwym przyjacielem. Tak mysle...realizuje się na wielu płaszczyznach - mam życie, prace, pasje o jakich marzyłam jako dziecko, a potem nastolatka. Tylko, ze to wszystko to tylko otoczka. Dla mnie zawsze byla i bedzie najwazniejsza rodzina. Niestety wiem, że pełni szczęścia doznam jeśli spełnię się jako Mama i wychowam rodzeństwo Michasia. Chociaż i tak czasem wątpię czy nawet wówczas doznam tej pełni szczescia. Czy w ogole bedzie mialo to miejsce? Czy może moje serce będzie zawsze wypełnione bólem? Nie wiem. Boje się. Boje się tego co mnie spotka. Choć z drugiej strony czy jest mnie w stanie coś teraz złamać? Staram się spoglądać z nadzieją w przyszłość.

Kochana, bardzo się ciesze, ze masz tak ogromne wsparcie u swojego męża i czworonoznego przyjaciela. Ile zalecono Ci poczekać z kolejną ciaza? Oby ten czas, który Ci narzucono przyniósł choć trochę ukojenia. Ciężko nas życie doświadczyło. W życiu bym nie przypuszczała, że przyjdzie mi się zmagać z tak traumatycznymi sytuacjami...

Ściskam Cię serdecznie
PM

Agni napisał(a):
> Co u mnie...żyję, egzystuje ale czy jestem szczęśliwa? chyba nie, choć mam obok siebie cudownego faceta, to jakoś ostatnio bardzo tęsknie za moim synkiem, za ciążą - zazdroszczę innym kobietom, czuję się od nich gorsza i bardzo nie lubię tego uczucia. Odliczam dni kiedy znów będę mogła zajść w ciąże... a jakoś mam wrażenie, że czas stoi w miejscu.

>

> Bardzo się cieszę, że u Ciebie lepiej:)Jestem pewna, że Twój synek jest dumny z tego jak sobie radzisz.

> Dobrze, że masz pracę którą lubisz i która pochłania tyle czasu, jedna z mam napisała mi, że dobrze jest zająć czymś głowę, to pomaga nam chociaż trochę powrócić do życia do normalności..

>

> My też mamy zwierzaka, zaadoptowaliśmy pieska:) uważam, że był to świetny pomysł, bo dzięki niemu znów zaczynam się uśmiechać plus te codzienne spacery bardzo pomagają pozbierać myśli...szkoda, że kociak nie może zostać z wami.

>

> Pięknie to napisałaś kochana, musimy walczyć o nasze szczęście, wierzyć, że kiedyś będzie lepiej i że nasze dzieci nam w tym pomogą:)

>

>

> Ściskam Cię mocno,

> Agnieszka 


Re: Poszukując sensu...
PM  
12-08-2018 18:27
[     ]
     
Mój Synek skończył niedawno roczek. Rok temu urodził się i odszedł. Ból za to nie chce odejść. Walczę o szczęście swoje i swojego męża, ale ten ból jest jak cichy zabójca, który atakuje w najmniej spodziewanym momencie i niszczy dotychczasową prace. Czas nie leczy ran. To jakaś totalna bzdura.

Czy otoczenie pamięta o moim Dziecku? Czemu większość osob nic nie mówi i zachowuje się jakby mój Syn nie istniał, jakbym ja nie byla Mama? Czy będzie mi dane jeszcze szczęśliwe macierzyństwo? Za mną kolejne starania o rodzeństwo dla mojego anielskiego Synka. Bezowocne. A dzieci pojawiają się dookoła... dlaczego dotknęło mnie tak ogromne cierpienie ? Tracę nadzieję... 


Re: Poszukując sensu...
basieneczka13  
12-08-2018 23:53
[     ]
     
Mam tak samo. Minęło 2mies od smierci mojego synka,są źle i dobre dni. Nikt nie mówi,nikt nie wspomina mojego synka który istniał,reszta dookoła cieszy się z dzieci,wnuków... jak ja mam się cieszyc?oczywiscie zaciskam zęby i próbuje choc na chwile cieszyc sie z nimi,bo przecież oni nic nie zrobili,ale w sercu jestem zła,jestem zła na nich,że o swoich dzieciach opowiadają godzinami,a o moim Aniołku ani jednego słowa...
Światełko dla Naszych Aniołków [*] 


Re: Poszukując sensu...
PM  
19-08-2018 16:58
[     ]
     
Basienko, dziękuję za Twoją wiadomość. Przeczytałam Twoja historie... sle buziaki Twojemu Synkowi. Niech Filipek wspiera Cię w codziennej walce.

PM 


Re: Poszukując sensu...
PM  
22-08-2018 17:56
[     ]
     
Oddalabym wszystko za kilka chwil z moim Synkiem. Tak bardzo chciałabym chwycić Go jeszcze raz w ramiona, pocałować w głowke i powiedzieć jak bardzo Go kocham... 


Re: Poszukując sensu...
PM  
27-08-2018 02:44
[     ]
     
Skarbie, tak bardzo tęsknię... dziś kolejna nieprzespana, przeplakana noc. Jutro kolejny dzień podszyty bólem, ubrany w zgoła normalna codzienność. Moment Twojego przyjścia na świat był najpiękniejsza chwila w moim życiu, moment odejścia - najsmutniejszym. Jesteś moim światełkiem. Dodaj mi sił, Skarbie.

Twoja Mama 


Re: Poszukując sensu...
Ania2310  
27-08-2018 07:13
[     ]
     
Życzę Ci dużo siły, niech Twój Aniołek Ci ich doda... przesylam swiatelka dla Naszych Synków (*) 


Re: Poszukując sensu...
PM  
27-08-2018 22:44
[     ]
     
Dziękuję kochana... dołączam światełka ode mnie (*) 


Re: Poszukując sensu...
PM  
20-01-2019 15:05
[     ]
     
Minęło tyle czasu... mój Synek urodził się i zmarl 1.5 roku temu. I co się zmieniło od tego czasu ? Nic. Powiklania po tym co przeszlam sa jakie sa, mam niewielka szanse na kolejna ciaze. Z kolei kolejne koleżanki zachodzą w ciążę i rodzą. W momencie jak są w ciąży, urywaja ze mną kontakt, bo "nie wiedzą jak ze mną rozmawiać". To jak spełniam się w innych dziedzinach oceniane jest jako "wypełnianie pustki". Czuje się samotna, wyobcowana, napietnowana. Mimo, że spełniona w wielu innych dziedzinach życia, często zasypiając mam nadzieję że się już nie obudzę. 


Re: Poszukując sensu...
Jola_11  
20-01-2019 16:49
[     ]
     
Sama niedawno zostałam Aniołkową Mamą i chociaż bardzo Ci współczuję i rozumiem to nie wiem co powiedzieć, bo również mam lepsze i gorsze chwilę. Mi siłę daje wiara i modlitwa. Nie wiem jaki Ty masz stosunek do tych spraw, ale polecam Ci modlitwę do Św. Dominika oraz pas Św. Dominika. Ja dowiedziałam się o nim od cioci mojego męża, gdy trochę odzyskałam świadomość zaczęłam szukać informacji i znalazłam liczne świadectwa, zdecydowałam się sama napisać list do Mniszek z Gródka i jestem już posiadaczką pasa i modlitw o uzdrowienie duszy i ciała. Pasa jeszcze nie założyłam, ale wierzę, że i ja mimo przeciwności losu dołączę do grona ziemskich mam.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły i wiary. 


Re: Poszukując sensu...
AniaS 85  
20-01-2019 17:53
[     ]
     
Chociaż naszych dzieci nie ma już z nami to pamięć o nich jest nieśmiertelna. I póki się o nich pamięta to one żyją w naszych sercach. Już zawsze pozostaniemy mamami. Mamami Aniołków[*] 
Ania S 85

Re: Poszukując sensu...
PM  
23-07-2019 23:39
[     ]
     
Mój Synek kilka dni temu skończyłby drugie urodziny. Druga rocznica...jego narodzin i jego odejścia. Bardzo duzo wydarzyło się przez te dwa lata. Pod sercem nosze siostrzyczke Michalka... natomiast mimo, że to trzeci trymestr, mimo tego że narazie wszystko dobrze, to nie dane mi było poczuć takiej beztroskiej, wszechogarniajacej radości jaka czułam będąc w pierwszej ciąży. Może za wiele przeszłam, żeby tak się poczuć? Żyje oczywiście nadzieją, oczekiwaniem, cieszę się na kolejne maleństwo, ale wszystkim tym uczuciom towarzyszą zmartwienia i strach... Boję się straty, boję się bolu... mimo że tak wiele się zmieniło przez te dwa lata, to jedno nie uległo zmianie- moja ogromna miłość do Synka, moja tęsknota i ból. Ból, z którym cały czas uczę się żyć.

Dodaj mi Synku sił w codziennej walce, nam, swojej siostrzyczce pod moim sercem... 


Re: Poszukując sensu...
Ania2310  
30-07-2019 14:16
[     ]
     
Kochana trzymam za Was kciuki z całego serca!! Ja też noszę pod sercem braciszka Olusia, zaczęliśmy 16 tydzień i też drżę że strachu, Ale jednocześnie jestem przepełniona nadzieją i wierzę że teraz wszystko będzie dobrze. Ściskam Cię mocno 😘 


Re: Poszukując sensu...
Ania2310  
30-07-2019 14:16
[     ]
     
Kochana trzymam za Was kciuki z całego serca!! Ja też noszę pod sercem braciszka Olusia, zaczęliśmy 16 tydzień i też drżę że strachu, Ale jednocześnie jestem przepełniona nadzieją i wierzę że teraz wszystko będzie dobrze. Ściskam Cię mocno 😘 


Re: Poszukując sensu...
PM  
30-07-2019 22:01
[     ]
     
Ojej jaka wspaniała wiadomość... dziękuję! Ja za Was również mocno trzymam kciuki. Ściskam Cię z całego serca i wierzę , że nasi chłopcy czuwają nad nami. Mam nadzieję, że zagladasz tu czasem i dasz znać jak u Ciebie. 


Re: Poszukując sensu...
Ania2310  
31-07-2019 10:07
[     ]
     
Tak zaglądam tutaj tak więc na pewno wspólne wsparcie w tej sytuacji przyda się na pewno :) I oczywiście tak jak mówisz wsparcie Naszych chłopców,też wierzę że czuwają, nie może być inaczej! Pozdrawiam ciepło 


Re: Poszukując sensu...
PM  
09-08-2019 13:58
[     ]
     
Przygotowuje się na przyjście mojego drugiego dziecka. Cieszę się i żyje nadzieją... nie ma we mnie tak beztroskiej, niezmaconej radości jak przy pierwszy dziecku. Jest radość pod osłoną ostrożności i sceptycyzmu. Brakuje mi tej wiary....przy synku, nawet po wypadku, nawet spedzajac kolejny miesiac w szpitalu wierzylam, ze bedzie dobrze! Przeciez przezylismy wszyscy wypadek, jak moze sie stac cos jeszcze? Teraz wszystko jest ok i gdzie...gdzie moja rarosc i optymizm? Chyba nie do końca wierzę, że po tym co przeszłam może jeszcze mnie spotkać coś tak pięknego i długo wyczekiwanego... Przygotowuje pokój dla córeczki i płacze...ze strachu, z ogromnej tęsknoty za synkiem, z bólu, którego nadal jest we mnie tak wiele. Co musi się jeszcze stać, żeby wrocila we mnie pełnia radości? 


::   w górę   ::
Jump to :
Forum tworzone przez W-Agora