Zwykły dzień jak co rano zaprowadziłam moje córki do Ochronki i poszłam spać po nocnej zmianie .Potem zwykła zwyczajna rutyna ,wstałam trzeba było ogarnąć bo przy 3 i 5 latce to pożądek jest przez 10 minut po sprzątaniu potem obiadek  i szybciutko po dziewczynki bo dochodzi 15.Lecz ten dzień był jakiś taki inny niepotrzebowałam tyle snu z resztą też się uwinęłam szybciutko i sporo przed 15 poszłam po Andżelike i po Julkę do Ochronki.W drodze powrotnej wstąpiłyśmy do mojej koleżanki Doroty na kawę ,miała robotników zmieniali jej jakąś skrzynke już niebardzo pamiętamJuleńka pochuśtała się troszke na chuśtawce i poszłyśmy do domciu .Reszta to już tylko chwila piękna było cieplutko (jak na tą porę roku)bawiłyśmy się na podwórku  tej chwili już nigdy nie zapomnę było códownie .W ciągu pół godziny mój świat się zawalił odeszłaś .... w tak okrutny sposub ....ta przeklęta rzeka zabrała mi Ciebie .... pozostał żal i smutek ale mimo wszystko i tak mam o to żal do Boga jest tyle chorych i cierpiących dzieci a On zabrał własnie Ciebie kocham Cie córuniu....Życie choć piekne tak kruche jest ....wystarczy chwila by stracic je....